Dzwony, czyli „Gra o tron”, sezon 8, odcinek 5


Kochani, będę w szoku przez pół roku — twórcy „Gry o tron” nakręcili dobry, mocny, poruszający i niegłupi odcinek! Taki, w którym nocami na Smoczej Skale znów pali się zdrajców, lwy wydają ostatni ryk, a w pewnej małej królowej budzi się gniew smoka. I nikt już nie pyta, komu bije dzwon, bo dzwon bije teraz wszystkim.


Tekst zawiera spoilery.

W zeszłym tygodniu napisałam, że nie spodziewam się już po „Grze o tron” epickiego zakończenia Martinowskiej sagi, ale mam nadzieję przynajmniej na przyzwoitą opowieść. I „Dzwony” są właśnie taką opowieścią — niedoskonałą, niewolną od absurdów i dróg na skróty, ale przynajmniej dającą się oglądać bez żenady, a nawet — tak, tak! — ze wzruszeniem (ducha, nie ramion). Wreszcie każda scena się liczy, na ekranie rozgrywają się wydarzenia, które muszą mieć konsekwencje, a bohaterowie rozmawiają ze sobą tak, że to coś znaczy, i nawet zachowują się jak ludzie z krwi i kości, a nie jak pionki na szachownicy scenarzysty. Co za kapitalny, mroczny, pełen napięcia początek! Oto wracamy nocą na Smoczą Skałę, gdzie pewien eunuch najwyraźniej znudził się życiem i całkiem dosłownie spisuje swój wyrok śmierci, próbuje otruć Daenerys — już za chwilę królową popiołów — i na dodatek przekonać do swojej sprawy Jona. Wydaje go, o zgrozo, Tyrion, żeby ratować własną skórę (i trochę królestwo), a ich pożegnanie przed smoczą jaskinią to pierwsza z kilku scen w tym odcinku, przy których o mało nie spociły się Gryzipiórowe oczy.

Oczywiście można się zastanawiać, jakim cudem taki stary wyga jak Varys, który przeżył trzech poprzednich królów, nie rozegrał tej zdrady lepiej, ale powiedzmy sobie szczerze — nikt nie ma tu za wiele czasu na spiskowanie, nie z rozeźloną smoczą królową na krawędzi szaleństwa. Celowo piszę: „na krawędzi”. Choć internety rozpisują się o Daenerys The Mad Queen, obłąkanej królowej, te pierwsze sceny odcinka, w których Targaryenka bezbłędnie rozszyfrowuje intrygę Sansy i zdradę Varysa, a także głęboko przeżywa śmierć Missandei i odrzucenie przez Jona, są dla mnie dowodem na to, że wciąż potrafi trzeźwo myśleć, po prostu poddaje się rozpaczy i żądzy zemsty. Co czyni z niej kogoś znacznie ciekawszego, bardziej tragicznego i przede wszystkim ludzkiego niż babska wersja Aerysa Obłąkanego — zranioną, zdradzoną dziewczynę, która chciała dobrze, a została odtrącona. I której niestety nikt w porę nie wyjął z ręki broni atomowej. Nie spodziewałam się tak subtelnej charakteryzacji po panach D. i D. Jeśli komuś tu brakuje piątej klepki, to Jonowi, którego jedyną reakcją na desperacki monolog ukochanej o tym, że nie potrafi wzbudzać miłości, a jedynie strach, jest… brak reakcji. Jon! JON! To jest ten moment, w którym mówisz jej, że będziesz ją kochał po wsze czasy, nawet jeśli jest twoją ciotką. Nie chcesz chyba, żeby z rozpaczy sfajczyła całą Królewską Przystań, prawda? Prawda?

fot. HBO / Fanpop [*]
Na razie jednak smocza królowa grozi Tyrionowi egzekucją, gdy ten zawiedzie ją raz jeszcze... co też Krasnal niechybnie czyni, uwalniając Jaimego i posyłając go na ratunek Cersei. Trzy zdrady cię spotykają — usłyszała kiedyś w Domu Nieśmiertelnych. A to jest trzecia, z miłości. Trudno jednak toczyć pianę w imieniu Targaryenki, bo chwytające za serducho pożegnanie braci Lannisterów to prawdopodobnie najlepsza scena tego odcinka (jeśli nie całego ósmego sezonu) i kiep ten, kto nie uroni choć jednej łzy za Tyriona, który służbą u prawowitej królowej chciał odkupić grzechy, a zamiast tego…

No cóż, narobił nowych. I obudził gniew smoka. Smutek to mówić, ale bitwa o Królewską Przystań jest tym wszystkim, czym dwa odcinki temu powinna być nieszczęsna bitwa z Nocnym Królem. Można, oczywiście, narzekać na miejscami marne efekty specjalne albo tropić pocieszne absurdy: a to, że obie armie żałośnie małe i nieprzygotowane, a to, że Dothrakowie wracają zza grobu, a to, że Euron wypełzł z morza akurat na spotkanie z Jaimem, a to, że te wybuchy dzikiego ognia to pic na wodę, a to, że mury jednej z najpotężniejszych twierdz w Westeros rozsypują się jak klocki lego, a to, że sławna Złota Kompania nie odegrała żadnej roli ani teraz, ani wcześniej, a to, że żołdacy Lannisterów pędzą bronić miasta z samego rana, jakby wiedzieli, że akurat wtedy nadleci smok, choć na logikę powinni spędzić na pozycjach obronnych całą noc. Mnie zdenerwowało to, że twórcy złamali własne reguły — pokazali Drogona w pojedynkę niszczącego wszystkie skorpiony na murach i okrętach, jakby ledwie w zeszłym odcinku trzy strzały nie powaliły Rhaegala. Prawda, że wtedy Euron zastawił zasadzkę, ale i tak swoboda, z jaką jaszczur Danki unikał w tym tygodniu pocisków, to obraza dla dumy jego zieleńszego brata.

fot. HBO / Watchers on the Wall [*]
Niemniej jednak bitwa o Królewską Przystań to dla mnie dowód na to, że żadne wygłodniałe hordy umarlaków, bez względu na to, jak skąpo oświetlone, nie będą nigdy równie przerażające, co wyrzynający się nawzajem ludzie. Tutaj jesteśmy świadkami grozy prawdziwej, nie wymuszonej, i takiej, której nie trzeba podkręcać — grozy, której źródłem są słabość ludzkiej natury, błędne koło zemsty oraz cierpienie tych, którymi nasi grający o tron bohaterowie nigdy specjalnie się nie przejmowali. Cieszę się, że udało się ograniczyć do minimum sceny zbrojnych starć, bo dzięki temu zostało więcej miejsca na opowieść, a tę snują nam twórcy — nie uwierzycie — z niejakim rozmysłem i dobrym, humanistycznym przesłaniem o bezsensowności przemocy. I do tego ładnie stopniują napięcie. Zestrzelą smoka czy nie? Poddadzą się czy nie? Zabiją w te pieruńskie dzwony czy nie?

Zabili w dzwony. Ach, Dany, pysiaczku, ledwie jedna dobra decyzja dzieliła cię od Żelaznego Tronu!

fot. HBO / Watchers on the Wall [*]
Najbardziej jednak podoba mi się to, czego tak zabrakło w bitwie o Winterfell — indywidualne wątki bohaterów. Prawie każdy przeżywa tu coś ważnego, przechodzi sprawdzian charakteru, podejmuje decyzje, od których nie będzie odwrotu. Jedni — jak Danka i Szary Robak — poddają się nienawiści; inni — jak Arya i Jaime — wykazują się odwagą i wielkim sercem. Raz jeszcze zacierają się różnice między tymi bohaterami, których przywykliśmy w tym serialu uważać za dobrych, i tymi, których uznajemy za złych. Nie bójcie żaby, Cersei nie dostąpiła rozgrzeszenia w ostatniej chwili, ale jej dumna, chłodna fasada runęła wraz z murami Czerwonej Twierdzy i w końcu zobaczyliśmy tę przestraszoną, zagubioną, skazaną na klęskę kobietę, którą być może była przez cały czas. I którą Jaime mógł na koniec znowu pokochać. Żałuję tylko, że scenarzyści tak bardzo zaniedbali jej wątek w tym sezonie — zawsze milej rozstawać się z czarnym charakterem, który jest złożony i ambiwalentny, niż z kimś, kto co najmniej od pięciu tygodni nic, tylko złowieszczo szczerzy do nas papę z balkonu. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, ale myślę, że to dobrze, że Cersei nie zginęła z ręki Aryi ani nikogo ważnego — dla tej dumnej lwicy banalna, anonimowa śmierć pod gruzami to jak spełnienie najgorszego koszmaru.

Wspomniałam Aryę, prawda? Kurza melodia, wspomniałam. No więc z naszą wielkooką zabójczynią dzieją się w tym odcinku rzeczy zarazem dziwne, niemądre, piękne i wieszczące katastrofę. Najpierw tej, która zabiła Nocnego Króla, nie poznaje żołdak z Północy (to dziwne). Potem przedziera się nasza Starkówna do Czerwonej Twierdzy, ale w połowie drogi zawraca, bo Ogar zaniepokoił się, że sufit się sypie — istotnie powód do zmartwień, ale niekoniecznie wtedy, gdy tylko parę komnat dzieli cię od babeczki, która pośrednio zaciukała ci większość rodziny. To niemądre, ale przynajmniej daje Sandorowi szansę na długo wyczekiwany i pysznie krwawy pojedynek z Górą oraz straszną, ale jakże adekwatną śmierć w płomieniach — dla mnie zajedwabiście, choć tak po ludzku wolałabym, żeby Clegane (ten dobry) przeżył i odnalazł spokój ducha. Piękne — na swój sposób — i zarazem wieszczące katastrofę jest zaś to, co następuje później: długa, brutalnie realistyczna, kręcona rozchwianą kamerą ucieczka Aryi z płonącego miasta, podczas której widzimy spustoszenie, jakiego dokonał w nim smoczy ogień, i potwornie cierpienie jego mieszkańców. Aj, pluje sobie Gryzipiór w brodę, że poprzednio zarzucił scenarzystom nieumiejętność operowania symbolami — to oniryczne przebudzenie wśród popiołów i ucieczka ku życiu na białym koniu to naprawdę kapitalny finał krwawego, wyzutego z nadziei odcinka o koszmarze wojny. Nawet jeśli przypomina trochę ten moment, w którym po ostrym melanżu wreszcie przyjeżdża po ciebie uber.

fot. HBO / Fanpop [*]
Zaryzykuję, że to koszmarne przeżycie ma zmotywować Starkównę do popełnienia jakiegoś straszliwego czynu w następnym odcinku — zabicia Danki albo Drogona, albo przyjęcia oświadczyn Gendry’ego (jeśli naprawdę wyrzekła się przemocy). Jednak nie mogę się opędzić od myśli, że już drugi raz w tym sezonie Arya „ukradła” ten fragment opowieści, który należał do Jona. Piszę: „ukradła” w cudzysłowie, bo dopiero za tydzień okaże się, czy to celowe działanie scenarzystów, czy wypadek przy pracy, czy może coś zupełnie innego. Na razie wygląda to tak, jakby panowie D. i D. — z rozmysłem lub nie — kierowali naszą uwagę nie na tego bohatera, na którego powinni. Jon bowiem, jeśli naprawdę ma zasiąść na tronie, rozpaczliwie potrzebuje jakiejś mocnej sceny, w której odzyska podmiotowość i sprawczość; jakiegoś sprawdzianu charakteru czy doświadczenia, które odmieni jego zapatrywania na rządzenie i współpracę z Danką i przekona nas, że faktycznie byłby dobrym władcą. Mam wątpliwości, czy te parę chwil w zwolnionym tempie, gdy zdał sobie sprawę z ogromu zniszczeń i otaczającej go przemocy, było wystarczające — szczególnie że znowu nie ujrzeliśmy w nim wielkiego i wielbionego dowódcy, którym rzekomo jest. Byłoby diablo ironiczne, gdyby ten upragniony Żelazny Tron przypadł ostatecznie najmniej samodzielnemu bohaterowi w serialu (no dobrze, w ostatnich dwóch, trzech sezonach), który od dawna ma znikomy wpływ na wydarzenia i którego z łatwością rozgrywają silniejsi konkurenci. Chyba że to Jonowi, a nie Daenerys, bije teraz dzwon. Tylko kto obejmie rządy, jeśli nie on? Arya Stark i Gendry Baratheon? Siedmiu broń… Chwila.

  • Reżyseria: Miguel Sapochnik
  • Scenariusz: David Benioff i D.B. Weiss
  • Produkcja: HBO
  • Premiera: 12 maja 2019


21 komentarzy:

  1. Koleżanka nie słyszała, kto obejmie rządy? Przecież internet trąbi o tym od dłuższego czasu, a ja nie mam powodów aby w to nie wierzyć skoro dotychczasowe spoilery spełniły się w 100%. :)
    Nie zgodzę się też co do oceny odcinka. Pełno tu idiotyzmów fabularnych i charakterologicznych. Po co Arya lazła do KP, skoro ostatecznie zdecydowała się nie zabijać Cersei? Miałoby to tylko sens, gdyby teraz wyrzekła się przemocy, ale przecież oboje wiemy, że tak nie będzie. Mówiłem już po co dedekom Arya na południu. Przemiana Jaimego całkowicie zmarnowana. Kolejny raz zachowuje się jak wahadło, odbijające raz w jedną raz w drugą stronę. Ostatecznie nie uzyskał odkupienia jak Theon. Jona w tym odcinku w ogóle nie rozumiem. To w końcu kocha on tę Dany czy nie? Jeżeli tak, to czemu jej tego nie okazuje? A jeżeli nie, to co? Odwidziało mu się? Udawał? Tym razem na plus chyba tylko Tyrion. Nie zazdroszczę mu dylematów, ale chyba zachowałbym się tak samo w kwestii Varysa (gdy nie wiesz co robić to po prostu wykonuj swój obowiązek) i zupełnie inaczej w kwestii Jaime'a. Prawdziwy Tyrion nie ma żadnych powodów, żeby litować się nad próbującą wielokrotnie go zamordować siostrą, a uwalniając Jaime'a de facto wysyła go na śmierć. Przy okazji pogrąża też siebie. Dla Cersei? No dajcie spokój. Technicznie też jest do kitu. Czort z tą Złotą Kompanią. Cersei dostała ją od czapy i od czapy straciła. Pomijam też te nieszczęsne skorpiony raz strzelające tak, raz siak. Sam gdzieś pisałem, że tak naprawdę smok nie powinien mieć najmniejszych kłopotów ze zniszczeniem ich w try miga. Ale te mury i budynki walące się jak domki z kart od smoczego podmuchu to kpina ze zdrowego rozsądku i zagłady Herrenhal. Słynne cleganebowl też mnie zawiodło. Na schodach, z gruzem walącym się na łeb, nie miało to starcie żadnej epiki. Ot, kolejny brutalny pojedynek. Za to śmierć Cersei mnie usatysfakcjonowała. Nigdy nie życzyłem jej niczego bolesnego ani zbytnio upokarzającego. Sama była wredna, ale nie okrutna ponad konieczność. Wystarczy mi, że zginęła we łzach i strachu, w lochach. Szkoda tylko, że w ramionach kogoś bliskiego. Powinna umierać sama.
    Ostatecznie okazało się, że buta odjęła im rozum i trzeźwość osądu. Bawili się w ciąganie smoka za ogon, podczas gdy od początku byli na jego łasce. I tylko litościwości Daenerys i ciągłym zabiegom Tyriona zawdzięczają to, że straszny koniec nie przyszedł już w 1 odcinku 7 sezonu. Choć pewnie powinien. Wówczas Złota Kompania nigdy by nie przyjechała, skorpiony by nie powstały, żołnierze jeszcze łatwiej by się poddali, Dany nigdy nie stałaby się "szalona", miałaby Dorne i Reach i spokojnie mogła ruszyć na Nocnego Króla, który nie miałby smoka.
    O Daenerys nawet nie będę wspominał. Kompletnie zmarnowana postać. Zniszczona w chwili swego największego tryumfu przez dwa beztalencia, którym udało się wykiwać Martina. Nie, nie mogę o tym mówić. Serce boli jeszcze zbyt mocno.
    Ogólnie jest dużo lepiej niż w poprzednim odcinku, ale jednak gorzej niż w drugim i trzecim. Bitwa o Winterfell była paradoksalnie starciem ludzi i wywoływała ludzkie uczucia. Miała ludzkich bohaterów w których emocje można było się wczuć. Tutaj to starcie smoka z miastem z klocków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ma pan tak małą wiedzę o psychologii wojny. warto zacząć edukację od Oblicz wojny Keagana. To co dla pana jest nielogiczne, jest najczęściej uzasadnione psychologiczne. To zresztą syndrom powszechny przy ocenie filmów. Ludzie oceniają je nie mając zbytniej wiedzy. co powoduje, że rozwiązania sensowne traktują jako bez sensowne i odwrotnie. Dobrze to pokazuje casus Obcy: Przebudzenie, gdzie duża część krytyki filmu była efektem nieznajomości biologii (drobnoustrojom bardzo trudno pokonać barierę immunologiczną i stać się zagrożeniem dla większych organizmów. Większość drobnoustrojów nie stanowi dla nas żadnego zagrożenia. W jeszcze większym stopniu dotyczyło to innego życia. Większość krytyków Obcego: Przebudzenie oczekiwało, że ludzie powinni nosić skafandry na obcych planetach, w których atmosfera nie była dla ludzi szkodliwa. Tymczasem organizmy jednokomórkowe, aby sprawić ludziom kłopot musiałyby się najpierw nauczyć obchodzić barierę immunologiczną człowieka. A to wcale nie jest takie proste)

      Usuń
    2. Ale z czym konkretnie kolega się nie zgadza? Czy chciał kolega tylko pogadać o "Obcym"?

      Usuń


    3. Nie zgodzę się z tymi mikroorganizmami. Nasza odpowiedź immunologiczna jest, ale niedoskonała. Ryzyko zawsze istnieje, niektóre bardzo zjadliwe wirusy łatwo przenoszą się drogą powietrzną.
      Ludzie pracujący w laboratoriach wirusologicznych pracują w kombinezonach, są tam śluzy, przez które się przechodzi w celu dekontaminacji. W przypadku wylądowania na obcej planecie należałoby zacząć od takich rozwiązań a zrezygnować z nich dopiero po sprawdzeniu, że "a) nie ma tam życia b) jest ale niekompatybilne biochemicznie z naszym.
      Atmosfera tlenowa świadczyłaby o tym, że życie przynajmniej kiedyś tam było, ponieważ tlen z uwagi na swoją reaktywność występuje w dużych ilościach w stanie wolnym wyłącznie na skutek wysokiej aktywności metabolicznej oksygenicznych fotoautotrofów.


      Przestałam oglądać GoTa gdzieś po 2gim sezonie, ale mój facet ogląda i ogólnie z jego opowieści o ostatnim odcinku wywnioskowałam, że bez sensu było wiele rzeczy.
      BN

      Usuń
    4. Nasza obrona jest lepsza niż się większości wydaje. Większość bakterii i wirusów nie jest dla nas zagrożeniem. jasne po jakimś czasie miejscowe organizmy MOGŁYBY stanowić problem, ale nie od razu. Tak jak u Wellsa. Noszenie niewygodnego kombinezonu byłoby zbędną fanaberią

      Usuń
    5. Jeśli ktoś twierdzi, że ewolucja Daenerys jest nielogiczna i jest to postać zmarnowana, to chyba nie czytał dokładnie książek. Od początku stosuje ona odpowiedzialność zbiorową i w imię większego dobra, czyni wiele zła. Doświadczenia z Meereen nie nauczyły jej, że kompromisy są dobre. raczej wręcz odwrotnie. Jej postać budowana jest konsekwentnie w serialu. A do tego kiedy dokonywała zniszczenia stolicy widzimy zielone płomienie - odpowiedź dlaczego jest prosta. Jej postać jest budowana konsekwentnie - bohaterka a zarazem tyran, chcąca zniszczyć okowy, więc dokonująca zbrodni. idąca na skróty, bo nie wyszedł jej kompromis

      Usuń
    6. Podsumowując - wystawienie złotej kompanii było bez sensu, można było wykorzystać ją lepiej, ale to był element pułapki zastawionej na Daenerys i smoka. Fatalnie rozłożono machiny wystrzeliwujące strzały (nazywane skorpionami). Reszta jest logiczna. Brak logiki w niektórych posunięciach jest wytłumaczalny i stary jak świat. Nielogiczne było gdyby wszystko było na wojnie logiczne, bo tak nie jest. Okrucieństwo i wyrzynanie obcego miasta było raczej normą niż ewenementem

      Usuń
    7. Taa, a najlepszym dowodem na to jest fakt, że w Meereen nie pozwalała zbiorowo rozprawić się z Panami, wypłacała odszkodowania za pożarte kozy, a nawet nie pozwoliła bez sądu stracić "syna harpii", tak? Bzdety.
      I co mają do tego wszystkiego zielone płomienie?

      Usuń
    8. Ejże, dlaczego kolega nie wierzy w to, że Arya wyrzekła się przemocy? Moim zdaniem to byłoby ładne, adekwatne i satysfakcjonujące zakończenie jej osobistego wątku. Fakt, że ten nagły odwrót z Czerwonej Twierdzy wypadł jakoś wymuszenie, zwłaszcza że rozegrano to tak, jakby to nie była jej decyzja - jakby to Ogar kazał jej iść w diabły.

      Pytanie, czy w wątku Jaimego właśnie o odkupienie chodzi. W moim odczuciu u niego ważniejsze jest odzyskanie podmiotowości, poznanie siebie czy wręcz wynalezienie siebie na nowo. To człowiek, którego całe życie sądzono po czynie, który popełnił we wczesnej młodości i dzięki któremu - choć czyn to okropny - udało się ocalić wiele istnień. Następnie przez większość życia nieświadomie odgrywał osobę, za którą mieli go wszyscy - próżnego i okrutnego rycerza. Gdy stracił rękę, musiał na nowo przemyśleć siebie i swoje wybory, odnaleźć w sobie coś wartościowego w miejsce doskonałej umiejętności walki, z której przede wszystkim słynął. Udało mu się znaleźć w sobie dobro, honor, sumienie, troskę o innych, głównie dzięki Brienne. Pojechał bronić Westeros przed umarlakami, bo tak mu nakazał honor. Wrócił, bo tak mu kazała miłość do Cersei. Nie uważam tego powrotu za klęskę Jaimego. Przeciwnie! Łatwo byłoby mu zostać na północy z Brienne, po zwycięskiej stronie. Wybrał drogę trudniejszą, ale w zgodzie ze sobą i swoim sercem, i na dodatek potrafił ponownie obdarzyć miłością kogoś, kogo inni tylko nienawidzą i kto wyrządził mu tyle krzywdy. To właśnie dowód wielkiego serca, troski i empatii - i przemiany, jaką ten bohater przeszedł, odkąd bez wahania wymordował domowników Neda Starka w pierwszym sezonie. Że Cersei pewnie na nie nie zasłużyła? Jasne, ale to właśnie czyni Jaimego takim ludzkim. Nie wybieramy, kogo kochamy.

      Zgadzam się co do Jona - nie rozumiem doprawdy, co takiego wyczyniają z nim scenarzyści i dlaczego. Broniłabym natomiast decyzji Tyriona. Wiesz, on nie kieruje się tutaj rozumem, tylko sercem. Uwalnia kogoś, kogo pewnie kocha najbardziej na świecie, bo nie może ścierpieć, że ten jest w niewoli i do tego na łasce królowej, która z litości nie słynie. Nie o Cersei mu chodzi, tylko o Jaimego i nienarodzone dziecko Jaimego. Nie wysyła go też na śmierć - wskazuje mu przecież drogę ucieczki i nawet sprowadza im łódź, czyli robi wszystko, co w jego mocy, żeby ocalić brata i jego dziecko.

      Cleganebowl - fakt, to nie jest epickie starcie. Ale wiesz, dla mnie to akurat plus. Sandor nie jest żadnym herosem. To zabijaka, pies gończy. Takie brutalne, realistyczne, nieco brzydkie starcie bardziej pasuje mi do tego bohatera i drogi, jaką kroczy(ł) w życiu. Wspólna śmierć w płomieniach moim zdaniem przydaje temu starciu akurat tyle wzniosłości, ile potrzebowało :)

      Temat-rzeka z tą Danką. Moim zdaniem jej ewolucja ma sens, chociaż twórcy jednak dawali się ponieść fantazji i może za często pokazywali jej czyny jako uprawnione sukcesy, którymi nie były (myślę na przykład o finale jej rządów w Meereen). Generalnie to jest postać ambiwalentna, niemożliwa do oceny w kategoriach czystego zła i dobra. Jak piszecie - w imię dobra uczyniła wiele zła. W tym odcinku kluczowy wydaje mi się jej stan emocjonalny. Zauważcie, że to dziewczyna, która zawsze, gdziekolwiek się znalazła, chciała być kochana, co w Essos zwykle jej się udawało. Niewolnicy ją uwielbiali i ginęli za nią. Głęboko wierzyła w to, że jej przeznaczeniem jest odebrać tron znienawidzonemu uzurpatorowi, a gdy przybyła to Westeros, okazało się, że nikt tu na nią nie czekał. Straciła smoka i najbliższego przyjaciela w wojnie na dalekiej północy, na którą poszła w dużej mierze z miłości do Jona. A Jon ją odtrącił. I straciła jeszcze jednego smoka i jeszcze więcej bliskich. To, że w tym odcinku poddała się rozpaczy, nienawiści i żądzy zemsty, to oczywiście jej osobista klęska, ale moim zdaniem w stu procentach wiarygodna psychologicznie. I czyniąca z Danki wcale nie wariatkę, tylko bardzo złożoną, bardzo ludzką i bardzo, bardzo tragiczną postać.

      Usuń
    9. Naprawdę chciałbym, żeby tak zakończył się wątek Aryi, ale... Nie trzeba czytać przecieków scenariuszowych, wystarczy dodać dwa do dwóch. Już przy poprzednim odcinku pisałem, że Arya nie jedzie do KP dla Cersei. Myślę, że jest już niemal pewne, że Daenerys ma zginąć. A są tylko dwie osoby, które mogą tego dokonać i co ważniejsze mogą się do niej zbliżyć. Mógłby to być Jon, ja jednak po tej rozmowie rodzeństwa w Winterfell stawiam dolary przeciw orzechom, że będzie to Arya. Jon będzie wtedy mógł spokojnie machnąć ręką na całe to wątpliwe towarzystwo i wzorem maestera Aemona osiąść gdzieś na dalekiej północy. A na tronie pewnie zasiądzie Bran, jako jednoosobowa rada regencyjna. Podobno zostało nakręconych kilka alternatywnych zakończeń, więc obym się mylił.

      Nie zgadzam się z punktem widzenia koleżanki w sprawie Jaime'go i Tyriona, ale rozumiem go i szanuję. Być może na przeszkodzie stoi mój niepoprawny realizm, przez który zawsze instynktownie szukam najlogiczniejszego wyjścia, podczas gdy w życiu nie zawsze tak się da. :)

      Co do postawy Daenerys to chciałbym jeszcze przypomnieć coś o czym mało kto już pamięta. Ona miała przecież rozejm z Cersei. Mało tego, straciła smoka - swoje "dziecko" - dla jego zawarcia. I jak Cersei przestrzega rozejmu? Zabija jej kolejnego smoka, po czym ucina głowę przyjaciółce, a ciało ciska z murów. Mało kto by się nie wkurzył, prawda? Aplauzu tłumów wprawdzie nie było, ale fakt, że garną się one masowo do KP i Czerwonej Twierdzy można za takowy uznać. Mogę się zgodzić, że Daenerys bywa bezwzględna, ale w szaleństwo uwierzę, gdy w następnym odcinku, wzorem Aerysa, będzie chciała zmienić się w smoka. :) Timur Chromy kazał trzy tysiące jeńców zakopać żywcem, bo obiecał im, że gdy się poddadzą, to nie przeleje ich krwi. Ale nie ma i nigdy nie miał opinii szaleńca.

      Usuń
    10. Tyrion i Jaime kierują się wzajemną miłością braterską (kiedyś Jaime uratował życie Tyrionowi, teraz też spłaca dług), ale też interesem rodziny. Dziecko Jaime`ego mogło stać się dziedzicem rodu. To pewnie powodowało Tyrionem, który w ostatnich dwóch sezonach stara się ratować życie siostry wbrew interesowi królowej, której jest namiestnikiem.

      Usuń
    11. Daenerys była zawsze osobą skorą do okrucieństwa. W zatoce niewolniczej wszyscy widzowie kibicowali jej w uwalnianiu niewolników, ale przy okazji dokonywała oni potwornych zbrodni, niszczyła cywilizację. Co więcej jej rządy w Mereen zakończyły się porażką. Tam szukała kompromisu i w rezultacie prawie wszystko straciła. tak więc uczyła się, że kompromis się nie opłaca. W czwartym odcinku obecnego ostatniego sezonu Daenerys widziała, że nikomu nie jest potrzebna. Nawet próbując kupić Gendrego jako nowego lorda Krańca burzy. Kiedy Lannisterowie i Starkowie zakopali topór wojenny nagle jej pozycja jako królowej osłabła i jedyną jej kartą przetargową na dłuższą metę pozostał smok. Przy wrogości Sansy do Daenerys i jej zapędom uzyskania niezależności Daenerys widziała, że jej konflikt z Jonem jest do to uniknięcia. W tej sytuacji odwołała się do tego co zawsze było dla niej skuteczne - przemoc

      Usuń
    12. Jakieś przykłady tych "potwornych zbrodni" w Zatoce Niewolniczej czy mam uwierzyć na słowo jak dedekom? Można je porównać ze zbrodniami Lannisterów w Dorzeczu? Z wysadzeniem septu Baelora? A skoro nikomu nie była potrzebna w Westeros to po cholerę ciągnęli ją na tę Północ? Sami by dali sobie radę, prawda?

      Usuń
    13. Po zwycięstwie nad Innymi Daenerys jest obca i niepotrzebna. Ma też smoka, który nie pozwala na stosowanie starych reguł gry. "Gdy Nieskalani zmiażdżyli resztki oporu, a plądrowanie dobiegło końca, Dany wjechała do swego miasta. Trupy leżały pod roztrzaskaną bramą w stosie tak wysokim, że wyzwoleńcy potrzebowali prawie godziny, by utorować drogę srebrzystej. Kutas Josa i wielki drewniany żółw pokryty końskimi skórami, który go osłaniał, leżały porzucone za bramą. Mijała spalone budynki i powybijane okna, jechała przez wykładane cegłą ulice, których rynsztoki pełne były sztywnych, opuchniętych trupów. Krzyczący radośnie niewolnicy unosili na jej widok okrwawione dłonie, zwąc ją „matką"" - zdibywanie Meereen. Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej w Meereen: "Na placu przed Wielką Piramidą tłoczyli się zrozpaczeni Meereeńczycy. Wielcy Panowie w świetle poranka bynajmniej nie wy glądali na wielkich. Odarci z klejnotów i pięknie obszytych tokarów, budzili tylko wzgardę. Zgraja starców o wyschniętych jajach i pokrytej plamami skórze oraz śmiesznie ufryzowanych młodzieńców. Ich kobiety były albo miękkie i tłuste, albo suche jak stare kije. Łzy zmywały im z twarzy makijaż.

      — Chcę dostać waszych przywódców — oznajmiła Dany. — Wydajcie ich, a oszczędzę resztę.

      — Ilu? — zapytała łkająca staruszka. — Ilu musimy ci wydać, byś nas oszczędziła?

      — Stu sześćdziesięciu trzech.

      Kazała ich przybić do drewnianych słupów ustawionych wokół placu. Każdy wskazywał ręką na następnego. Gdy wydawała ten rozkaz, gorzał w niej wściekły, gorący gniew. Czuła się wtedy jak niosący pomstę smok. Potem jednak, gdy mijała konających na słupach mężczyzn, słyszała ich jęki, czuła smród ich krwi i odchodów... Odstawiła zwierciadło, marszcząc brwi. Postąpiłam sprawiedliwie. Zrobiłam to dla dzieci"

      Usuń
    14. I to ma być ta "potworna zbrodnia"? LOL :) To po prostu biblijna zasada "oko za oko, ząb za ząb" zastosowana w praktyce. Panowie zebrali to, co zasiali. Zginęło tylu, ile dzieci ukrzyżowali. Ja tu widzę po prostu sprawiedliwość. Czy biblia według kolegi też jest słowem szaleńca? Odpowiedzialność zbiorowa? Przypominam, że Dany wielokrotnie odmawiała swoim doradcom (zwłaszcza Daario), gdy ci chcieli po prostu zbiorowo wymordować wszystkich Panów i załatwić problem. Nie pozwoliła nawet stracić bez sądu schwytanego "syna harpii". Powstrzymała się też przed zbiorową rozprawą, gdy Panowie zerwali zawarty przez Tyriona pokój. Nie mówię, że to kobieta o gołębim sercu. Potrafi być bezwzględna. Ale aż do tego odcinka zawsze postępowała sprawiedliwie i rozsądnie.

      Ahaa. "Po zwycięstwie nad Innymi"... Ja tu widzę raczej dowód na czarną niewdzięczność obdartusów z północy, którzy najpierw jęczą i żebrzą o pomoc, a potem wypominają ci, że za dużo jesz, niż na niepotrzebność Daenerys. To Sansa i spółka są niepotrzebni temu światu, nie Dany.

      Usuń
    15. Sprawiedliwość? odpowiedzialność zbiorowa? Miasto mogło się też poddać, więc idąc pana tokiem myślenia zasłużyło na spalenie.... wątki w Meereen z Daenerys stały się niepotrzebne od czasu, gdy GRRM zrezygnował z 5 letniej przerwy między tomami. Chyba, ze miały nauczyć daenerys, że kompromis jest mniej skuteczny niż brutalna siła. Tak więc zachowanie daenerys jest logiczne, a przy okazji nikt nie będzie za nią płakał jak zginie w ostatnim odcinku. Dzięki czemu nie będzie słodkiego finału. PS. Od początku było wiadome, że powrót daenerys przyniesie głównie krew i zniszczenie. Jej armia jest obca w Westeros. To koczownicy i byli niewolnicy. O ile nieskalani mogli doczekać do emerytury bez zmian w strukturze własności, to dothrakowie potrzebują dla siebie miejsca. Do tego daenerys w serialu chciała obalić feudalny świat w Westeros. Tak naprawdę to nikt jej tam nie oczekuje. Panowie, bo na tym stracą, lud bo boi się obcych koczowników. Stąd jej frustracja. Marzyła o świecie, który jej nie chce i nie potrzebuje

      Usuń
    16. Dobra, szkoda mojego czasu. Niech kolega wierzy w co chce. Martin wyda książki to się okaże kto miał rację.

      Usuń
  2. Również dla mnie odcinek był świetny. Najlepszy jak do tej pory w tym sezonie. Spalenie KL przez Daenerys to chyba jeden z tych wielkich twistów, które podrzucił im Martin. Dlatego, że po tym odcinku czułem się zdruzgotany. Zupełnie jak po Krwawych Godach czy śmierci Jona - martinowki strzał w ryj po którym będę się zbierał przez najbliższe dni. Jeśli podobnie potoczą się losy Dany w książkach to będzie to chyba moja ulubiona historia postaci w całej sadze. Tak jak napisałaś - postać tragiczna. Czynu usprawiedliwić się nie da, ale czuję dla niej wielki smutek.

    Zgadzam się z twoją diagnozą postaci Jona. Przez ostatnie sezony idzie z prądem. Dlaczego nie przyjął miłości Dany kurka mać!!! To był ten moment, który decydował o losach świata :D Jon myli honor z głupotą a zdarza mu się to tym częściej im bliżej do końca serialu. A pomyśleć, że na początku serialu i w książkach jest taką ulepszoną wersją Neda - honorowy, ale elastyczny. W tym odcinku podobały mi się sceny, kiedy uświadomił sobie w jaką kabałę się wpakował (słynny już mem: A to my teraz jesteśmy źli?). Mimo tego jestem przekonany, że to za mało żeby był w stanie zabić Daenerys. Moim zdaniem jeszcze coś musi się wydarzyć co go do tego popchnie np. śmierć ulubionej siostry Aryi po nieudanej próbie zamachu ;)

    Narobił mi ten odcinek jeszcze większego apetytu na niewydane jeszcze książki. A GRRM zdementował ostatnio plotki jakoby miał już napisane dwie powieści i wstrzymuje się z ich wydaniem. Zasmuciło mnie to trochę, bo jednak miałem nadzieję, że tak jest i dostaniemy obie książki w miarę sprawnie. A tak to boję się o Sen o wiosnie, którego po tym odcinku wypatruję z utęsknieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja jeszcze nawet nie zaczęłam się bać o Sen, będę w siódmym niebie, jeśli dostaniemy chociaż Wichry :) Przy całej mojej sympatii do tego odcinka nie chciałabym, żeby to było jedyne zakończenie Pieśni Lodu i Ognia, jakie kiedykolwiek zobaczymy.

      Zgadzam się, że to najlepszy dotąd odcinek tego sezonu, nawet mimo jego wad. Właśnie, to dziwne, że wszyscy skupili się na rzekomym szaleństwie Danki, a mało kto zwraca uwagę, że to Jon postępuje w tym odcinku, jakby miał zamiast serca kawał lodu. Jakby rozumiem, że nie chce dłużej być ze swoją ciotką, ale mógłby, kurczę, do niej przemówić, podnieść ją na duchu, zapewnić o swoim uczuciu, a nie tylko o lojalności. Przytulić chociaż! Zastanawiam się, na ile ta Jonowa nieporadność jest zgodna z zamierzeniami twórców, a na ile to wynik ich nieudolności w pisaniu niektórych bohaterów w tym serialu. Bo faktycznie, tak jak piszesz, oglądamy teraz zupełnie inną postać niż na początku. Gorszą postać i chyba gorszego człowieka. Co tu się stało?

      Ciii, nie mówimy tu o śmierci Aryi, bo niżej podpisanej pęknie serducho. Ale tak, ja też nie bardzo sobie wyobrażam Jona zabijającego Daenerys po tych wszystkich przysięgach lojalności. Wolałabym też, żeby nie zdobył tronu w wyniku krwawej zemsty, której dokonałby na Dance, tak jak ona dokonała jej na Królewskiej Przystani. Jak już potępiamy przemoc, to konsekwentnie :)

      Usuń
    2. No i Jon nie zrobi absolutnie nic a i tak się obudzi z ręką w nocniku tzn. na tronie :) Ale kurde nie ma innego wyjścia - albo Jon zostanie królem albo królestwo się rozleci. Już w tym momencie jesteśmy chyba na niego skazani. Każde inne rozwiązanie wydaję mi się nieprawdopodobne. Chyba, że znowu D&D wszystkich zaskoczą i będzie to miało mniej sensu niż podejrzewam. Chociaż w sumie nie skazujmy Daenerys tak od razu, przecież ma smoka i armię, więc może to ona wygra. Co do lodowego serca Jona to chyba jednak za długo leżał martwy :D

      Usuń
  3. Co jak co, ale nie dziwie się Daenerys, też po takich zdradach szlag by mnie jasny trafił.

    OdpowiedzUsuń