Prequels are coming, albo o czym będą nowe seriale ze świata „Gry o tron”


Słyszeliście? Wróble ćwierkają, że w HBO piszą się scenariusze prequeli „Gry o tron”. Nie jeden, nie dwa, lecz pięć. Ile z nich doczeka się odcinka pilotażowego i ile ostatecznie trafi na ekrany – tego nie wie nawet Siedmiu. W wywiadzie dla „Entertainment Weekly” dyrektor programowy stacji mówi, że ma nadzieję na jeden dobry scenariusz, ale czy kto kiedy wierzył dyrektorom programowym? Zwłaszcza takim, którzy liczą w miliardach dolarów? Gryzipiór postanowił więc zabawić się w proroka i przeczesać dzieje Westeros w poszukiwaniu pięciu najsmakowitszych historii, które chętnie by kiedyś obejrzał na ekranie swojego starożytnego laptopa. Dlatego dziś opowiemy sobie o wojnach smoków. O zimach trwających całe pokolenie. I o dalekich morzach, gdzie wciąż żerują lewiatany.

Jako wielbiciel „Pieśni Lodu i Ognia” i trochę mniejszy – acz wierny! – fan „Gry o tron” Gryzipiór jest oczywiście zachwycony, że dostaniemy kolejne opowieści o Westeros, ale musi też trochę pomarudzić. Źródła jego niepokoju są dwa. Po pierwsze, te pięć prequeli wygląda na kolejny przejaw gorączkowej eksploatacji popularnych uniwersów, które gwarantują stałą widownię i stałe dochody, jak „Gwiezdne wojny”, jak superbohaterowie Marvela czy DC. Bardzo by Gryzipiór nie chciał, żeby Westeros padło ofiarą tego trendu, bo – prawdę mówiąc – zmęczył już trochę tą uniwersozą, a jako wiecznie niedospany homo laborans wolałby mieć do oglądania jeden serial, za to porządny. Nie oszukuje się jednak; na Żelaznym Tronie seriali fantasy jest miejsce tylko dla jednej stacji i HBO na pewno nie odda go bez walki. Po drugie, to może być sygnał, że George R.R. Martin – zaangażowany podobno we wszystkie pięć historii – do rozbudowy swojego świata lodu i ognia wybrał telewizję, nie papier. Co nie dziwi, bo pan Martin ma spore doświadczenie na małym ekranie. Zapewne też łatwiej mu doradzać przy scenariuszu serialu niż pod presją fanów pisać kolejną tysiącstronicową powieść. Niemniej nie jest to dobra wiadomość dla tych, którzy po prostu lubią prozę GRRM-a i chcieliby czytać jej więcej zamiast mniej.

Tak wygląda kopalnia pomysłów
na seriale [*].
Ale, ale! Nie traćmy nadziei, bo są i dobre wiadomości. We wspomnianym wywiadzie dla „Entertainment Weekly” potwierdzono, że scenarzyści Dan Weiss i David Benioff wezmą zasłużony urlop od „Gry o tron” i nie będą pracować nad ich nową odsłoną. Gryzipiór pozwoli sobie zakrzyknąć „uff!”, bo choć darzy szacunkiem ludzi, którzy podjęli się niemożliwego – przeniesienia na ekran powieści, która z założenia miała nie dać się przykroić do telewizyjnego formatu – to często miał wrażenie, że twórcy ci nie całkiem rozumieli, co jest siłą „Pieśni Lodu i Ognia” (podpowiedź: nie przemoc i nie golizna). Ewentualne prequele wyjdą spod ręki ludzi specjalizujących się w zupełnie innych gatunkach i mających spory dorobek filmowy i telewizyjny: Jane Goldman (Gryzipiór do dziś nie może przeboleć, że książkowy „Gwiezdny Pył” nie jest bliższy jej scenariuszowi), Briana Helgelanda (od „Rzeki tajemnic”), Carly Wray (od „Mad Men”) i Maxa Borensteina (od „Kong: Wyspa Czaszki”). To może oznaczać, że stacja rozważa więcej niż jedną formułę dla następcy „Gry o tron”. Gryzipiór nie wątpi, że w końcu dostaniemy kolejną epopeję o starciu smoków, ale może HBO poeksperymentuje i skusi się też na opowieść lżejszą i bardziej kameralną, która tylko rozgrywa się na tle wielkich, przełomowych wydarzeń? Może na coś podobnego do przygód Dunka i Jaja ze zbioru „Rycerz Siedmiu Królestw”, na którego ekranizację według samego GRRM-a jest jeszcze za wcześnie?

Albo może HBO zagra o swój tron bardziej przewidywanie i po prostu zabierze nas w podróż po historii Weteros, od stosunkowo niedawnej wojny dziewięciogroszowych królów po zagładę ojczyzny Targaryenów, albo i jeszcze dalej. Dzięki temu stacja miałaby szansę odzyskać sympatię tej części fandomu, która porzuciła serial po tym, jak wyprzedził powieść – części małej, ale potencjalnie najbardziej zaangażowanej. Ba, miałaby szansę zrobić coś, co nie udało się w wypadku twórczości Tolkiena – sfilmować historię wielkiego fantastycznego świata od jego legendarnych początków aż do umownego końca. W taką podróż to i Gryzipiór by się wybrał. Wiemy na pewno, że nie będzie serialu o rebelii Roberta Baratheona i Eddarda Starka, która poprzedza wydarzenia z pierwszego sezonu „Gry o tron”. Może dobrze, bo chyba nie da się w napięciu oglądać serialu, wiedząc, jak skończyli wszyscy bohaterowie. Co zatem będzie?

Asshai przy Cieniu (rys. René Aigner)

1. Taniec Smoków (ok. 150 lat przed „Grą o tron”)

„Nigdy nie było wojny okrutniejszej i bardziej krwawej niż ta, którą minstrele i Munkun postanowili nazwać Tańcem Smoków” – czytamy w „Świecie Lodu i Ognia”. Brzmi dobrze. Brzmi jak materiał na serial produkcji HBO. O co chodzi? Dawno temu, w złotej erze panowania Targaryenów, zmarł stary król Viserys, pozostawiając dwoje następców: księżniczkę Rhaenyrę, którą wyznaczył na swą następczynię, oraz jej przyrodniego brata Aegona, któremu tron – jako mężczyźnie – należał się na mocy zwyczaju. Skłócone rodzeństwo rozpoczęło wojnę o władzę, która nie dość, że położyła kres świetności ich dynastii, to jeszcze wykosiła prawie wszystkie smoki w Westeros. Dlaczego warto nakręcić o niej serial? Wyobraźcie sobie pojedynki smoków na tle burzowego nieba, gdy wokół siecze deszcz, a w dole biją sztormowe fale. Wyobraźcie sobie, jak rozzłoszczona tłuszcza, prowadzona przez tajemniczego Pasterza, szturmuje Jamę Smoków. Wyobraźcie sobie prostaczków, którzy oswajają dzikie smoki. Pokonanego władcę, który musi sprzedać koronę, by wrócić do domu. Zdrady małżeńskie i polityczne, skrytobójstwa, nocne ucieczki z oblężonego miasta.

Bomba, nie? Jest w tej opowieści wystarczająco dużo tragedii, wielkich bitew i pikantnych dworskich intryg, żeby wykroić z niej godną następczynię „Gry o tron”. Problemem może być duża liczba bohaterów, choć zdaniem Gryzipióra nikt by nie zauważył, gdyby odstrzelono ze dwóch Aegonów i ze trzech Daeronów. Za sfilmowaniem Tańca Smoków przemawia też to, że zręby historii opisano już w „Świecie Lodu i Ognia” oraz opowiadaniu „Księżniczka i królowa” z antologii „Niebezpieczne kobiety”, więc twórcy mieliby ułatwione zadanie. Gorzej, gdyby postanowili prześcignąć w rozmachu samą „Grę o tron”, czego mógłby nie udźwignąć ich budżet. Smoki to, jak wiadomo, żarłoczne bestie i mogą pochłonąć setki tysięcy zielonych na minutę.

Królewska Przystań (rys. Ted Nasmith)

2. Podbój Siedmiu Królestw (ok. 280 lat przed „Grą o tron”)

Gryzipiórowy faworyt. Opowieść o tym, jak rodzinka Daenerys krwią i ogniem podporządkowała sobie Westeros. Intryga jest prostsza niż w Tańcu Smoków, ale nie mniej intrygująca. Oto na brzegu Czarnego Nurtu lądują srebrnowłosi wygnańcy z przysypanej popiołem Valyrii, którzy rozpoczynają podbój siedmiu królestw rządzonych przez siedem swarliwych rodów, w tym dobrze nam znanych Starków i Lannisterów. Przybyszów jest kilkuset, ale mają przekonujące argumenty – smoki. I nie zawahają się ich użyć. Wyobrażacie sobie te sceny batalistyczne jak z mokrego snu piromana? To jednak nie jedyny powód, by nakręcić serial o podboju Siedmiu Królestw. Jest tu też trio wyrazistych bohaterów: tajemniczy, charyzmatyczny Aegon Zdobywca oraz jego dwie siostry i żony: surowa i waleczna Visenya oraz skłonna do kaprysów Rhaenys. Ten zagadkowy trójkąt może przydać opowieści więcej ognia niż wszystkie smoki razem wzięte. Co więcej, dorobiwszy się serialu o pierwszym królu z dynastii Targaryenów, HBO mogłoby bez przeszkód kręcić kolejne sezony o burzliwym panowaniu jego dziedziców.

Minusy? Podobnie jak w przypadku Tańca Smoków, zaplanowany przez HBO budżet może nie wytrzymać rozmachu historii o trójce smoczych jeźdźców, którzy na zawsze odmienili oblicze Westeros.

Żelazny Tron (rys. Marc Simonetti)

3. Długa Noc

No dobrze, ale dlaczego ograniczać się do ostatniego tysiąclecia? Równie dobrze możemy cofnąć się do legendarnej Ery Herosów i epoki lodowcowej, którą minstrele zwą Długą Nocą. Oczywiście tak niewyobrażalny – i nigdzie niesprecyzowany – dystans czasowy sprawia, że to opowieść z zupełnie innej bajki. Oto z północy, z samego serca zimy, nadciąga mrok, a z nim pradawne zło – hordy potępieńców dosiadające monstrualnych lodowych pająków, które pragną jednego: zniszczyć wszelkie ciepło i światło. Gdy ginie wszelka nadzieja, Ostatni Bohater staje z nimi do Bitwy Świtu... Wiecie, takie stare, dobre, potolkienowskie fantasy. Przepisanie tej historii w tonie brutalnie realistycznej „Gry o tron” wymagałoby sporo wysiłku, ale mogłoby dać ciekawe efekty, zwłaszcza że HBO udowodniło już, że potrafi sypnąć groszem na widowiskowe bitwy z niebieskookimi upiorami. Taki serial mógłby też opowiadać o początkach Nocnej Straży i budowie Muru. Gdyby jeszcze udało się włączyć do niego historię o Nocnym Królu, dowódcy Straży, który pojął za żonę nieumarłą czarodziejkę z rasy Innych, Gryzipiór byłby kontent. Ale nie robi sobie wielkich nadziei, bo serial o Długiej Nocy nie tylko pożarłby całoroczny budżet HBO szybciej niż horda wygłodniałych zombie, ale i byłby trudniejszy do napisania ze względu na brak literackiego pierwowzoru.

Pytanie też, czy taki serial w ogóle powinien powstać? Niektóre historie, zwłaszcza te opowiadające o początkach świata, mają się lepiej, kiedy pozostają w sferze domysłów, jako mity i legendy.

Winterfell (rys. Ted Nasmith)

4. Opowieść o Tysiącu Okrętów

Trzymajmy się zatem konkretów. Najlepiej liczb. Dajmy na to, tysiąca okrętów, które wyruszyły pewnego dnia z Rhoyne, największej rzeki świata. Płynęli nimi uczeni i artyści biegli w magii wody, wygnani ze swoich pięknych miast przez valyriańskich smoczych jeźdźców. Rhoynarzy, bo tak się nazywali, nie doczekali się jak dotąd wzmianki w „Grze o tron”, co może być przeszkodą w nakręceniu o nich serialu. A szkoda, bo historia jest kapitalna. W roli głównej mamy silną, waleczną kobietę – księżniczkę zdecydowaną ocalić swój lud od niewoli. Księżniczka ta tuła się ze swoim tysiącem okrętów po najdziwniejszych zakątkach świata stworzonego przez GRRM-a. Odwiedza królów korsarzy w ich cieszących się złą sławą siedzibach, południowe lądy skąpane w posępnym upale, zagubione w dżungli ruiny starożytnych cywilizacji, które nawiedzają cętkowane ghule... Słowem, wszystkie te zagadkowe krainy, do których nigdy nie zapuszczą się nasi Starkowie i Lannisterowie. Ta podszyta tragedią opowieść przygodowa byłaby dla HBO szansą na zrzucenie ciężaru „Gry o tron” i nakręcenie zupełnie innej historii dla tej samej widowni. I może na oddanie sprawiedliwości Dorne. Gryzipiór nadal nie śpi po nocach, rozmyślając, jaką krzywdę wyrządzili Dan Weiss i David Benioff temu pustynnemu królestwu, w którym ludzie cenią wodę zbyt wysoko, by płakać.

Rzeki ognia wzdłuż Rhoyne (rys. Chase Stone)

5. Opowieść spoza Królestw Zachodzącego Słońca

A może by tak pożeglować poza mapę i odwiedzić krainy znane tylko z legend? Wyspy Letnie z ich plażami z czarnego piasku i świątyniami miłości? Niezbadany południowy kontynent, zwany Sothoryos, z parnymi dżunglami i ruinami, po których snują się duchy wymarłych cywilizacji? Skąpane w bladoniebieskiej mgle Morze Dreszczy, gdzie podobno wciąż można spotkać lodowe smoki? Albo jeszcze lepiej – Asshai przy Cieniu, wykute z pochłaniającego światło czarnego kamienia miasto złowrogich czarów, i rzekę Popiół, którą można podobno dopłynąć do krainy zmarłych? Gryzipiór chętnie wybrałby się na wycieczkę w te tajemnicze, ledwie wspomniane przez GRRM-a rejony, których chyba nie odwiedzimy już ani w „Grze o tron”, ani w jej książkowym pierwowzorze. Oczywiście, taka wyprawa wymagałaby nie lada inwencji od scenarzystów i ludzi odpowiedzialnych za scenografię, ale przecież na tym polega zabawa w geografa zmyślonych krain. Co więcej, w takich realiach można nakręcić wszystko: opowieść przygodową, szpiegowską, romans, high fantasy, opowieść o wygnanym królu, o łowcy nagród, o królowej piratów – i to bez oskarżeń o powtarzalność i wyłącznie żerowanie na popularności poprzedniczki.

Oczywiście zamówienie takiego serialu, będącego przecież bardzo kosztownym smokiem w worku, byłoby aktem odwagi. Spora część widowni narzekałaby pewnie, że za mało w nim oryginalnej „Gry o tron”. Ale może w zamian warto by powalczyć o widza, który lubi fantasy, ale nie przepada za politycznymi intrygami i niekoniecznie chce śledzić losy trzydziestu różnych bohaterów, z których połowa ma na imię Aegon.

A co Wy chcielibyście zobaczyć w następnym serialu ze świata „Gry o tron”?

Do poczytania:

Ilustracje pochodzą z książki „Świat Lodu i Ognia” (wyd. Czwarta Strona).
  1. Nie siedzę aż tak w tej historii (serial oglądam, książki mam w planach), ale z tych opisów najbardziej ciekawi mnie Taniec smoków, bo jakby na to nie patrzeć smoki są mi bliskie od dziecka (Eragon sprawił, że czytam), więc z chęcią przekonałabym się, jak to wypadnie na ekranie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Zwłaszcza że HBO całkiem ładnie te smoki robi (szkoda, że kosztem wilkorów). A książki polecam bardzo, bardziej niż serial :)

      Usuń
  2. Ród Targaryen jest zdecydowanie najbardziej "filmowy" - krew, przemoc i smoki. Sam co prawda utknąłem na trzecim sezonie serialu, ale cieszę się, że zatrudnieni mają być reżyserowie o różnych zapleczach. Ciekawe, czy ktoś się pokusi o komedię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha. O komedii nie pomyślałam, bo ten gatunek wydaje się tak daleki od tego, co zwykle oglądamy w Westeros, jak to tylko możliwe... Ale kto wie? Myślę, że jakaś, dajmy na to, opowieść łotrzykowska z dobrze zrobionymi elementami komediowymi byłaby bardzo fajną, nietypową propozycją, poszerzającą krąg odbiorców. Ale Targaryenowie mają na pewno największy potencjał. No i smoki. Ze smokami nie się nie dyskutuje.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.