Nikt, czyli „Gra o tron”, sezon 6, odcinek 8


No dobrze, to musiało się stać. „Nikt” boleśnie przypomniał, że nawet w bardzo dobrym szóstym sezonie „Gra o tron” miewa słabsze momenty. Można się było spodziewać, że twórcy zagrają nam w tym tygodniu ciszę przed burzą, która rozpęta się pewnie w ostatnich dwu odcinkach, ale żeby było aż tak cicho – tego Gryzipiór się nie spodziewał. „Nikt” ładnie łączy tematycznie pozornie odległe wątki Aryi, Ogara i Cersei, lecz poza tym niewiele ma do zaoferowania prócz zbędnych bądź przydługich scen, w których uparcie powtarza się nam to, co od dawna wiemy.


Tekst zawiera spoilery dotyczące fabuły odcinka.

Tematycznie odcinek koncentruje się na problemie podmiotowości. Gdy jedni bohaterowie tracą moc sprawczą, inni odzyskują tożsamość i wewnętrzną siłę. Tytułowym Nikim nie jest już Arya, choć to nie znaczy, że ubyło jej kłopotów. Ciężko ranna, szuka pomocy u jedynej życzliwej duszy w promieniu kilku tysięcy mil – lady Crane, aktorki grającej rolę Cersei w ulicznym teatrze. Przez chwilę możemy cieszyć się sympatią łączącą obie bohaterki, która w innym serialu niechybnie przerodziłaby się w przyjaźń. No ale ponieważ to „Gra o tron”, już za moment lady Crane leży martwa, a podleczona Arya zwiewa przed byłą nauczycielką. Scena pościgu przez miasto jest jedną z lepszych w tym odcinku. Zmienna, pełna energii i przywołująca figurę myśliwego tropiącego zwierzynę po śladach krwi, starannie buduje w widzu przekonanie, że Starkówna nie ma szans. Bo, prawdę mówiąc, nie powinna ich mieć – musimy na słowo uwierzyć twórcom, że zwabiwszy dawną nauczycielkę do swojej kryjówki, ranna Arya mogła ją pokonać, wykorzystując triki, których dawno temu, w innym świecie, nauczył ją Syrio Forel.

Szczęśliwie nie odbiera to mocy kolejnej scenie, w której Jaquen odkrywa w Domu Czerni i Bieli maskę wykonaną z twarzy byłej nauczycielki Aryi, sama Starkówna zaś wymierza ostrze Igły prosto w jego serce. „Dziewczynka jest Aryą Stark z Winterfell. Wracam do domu” – oświadcza, znów przyjmując prawdziwą twarz, a widz przeżywa małe katharsis. Bardzo prawdopodobne, że w tym sezonie nie zobaczymy już tej bohaterki i Gryzipiór, o dziwo, nie ma nic przeciwko: to było naprawdę mocne zamknięcie mocnego wątku.

fot. HBO / Fanpop [*]
Na drugim końcu świata w efektowną paralelę do historii Aryi układają się losy Ogara. To kolejny bohater, który starał się zmienić w Nikogo, by zapomnieć o nieszczęściach i własnej, brutalnej naturze. Nic z tego, oczywiście, nie wyszło. Jak bardzo nie wyszło – pokazują nam twórcy podczas autoironicznej sceny rzezi, jakiej Sandor dokonuje na mordercach komuny hipisów tych pechowców, co w poprzednim odcinku usiłowali zbudować sept. Scena jest przezabawna, także za sprawą tak pasującego Ogarowi czarnego humoru, niemniej pokazuje coś ważnego: że w Westeros niepodobna uciec od przemocy. Sandor, oczywiście, zdaje sobie z tego sprawę, lecz pojmuje też coś znacznie ważniejszego – własną przemianę. Pamiętajcie, że to człowiek, który w książce o mało nie zgwałcił trzynastolatki. To naprawdę znaczące, gdy w następnej, też zresztą dowcipnej scenie spotyka Thorosa i lorda Berica (pamiętacie jeszcze, kto zacz?), którzy właśnie biorą się do egzekucji reszty morderców, i powstrzymuje się od przejęcia więźniów siłą. Postanawia negocjować, czego – jak zauważa – dawniej by nie zrobił. Tak Ogar z bestii stał się człowiekiem i widać, że rozważa, czy ruszyć z Bractwem Bez Chorągwi na Północ po swoją Piękną.

Lecz gra o tron kołem się toczy, a skoro jedni (chwilowo) znaleźli się na górze, drudzy muszą upaść. Nie do pozazdroszczenia jest los Cersei, która podejmuje ostatnią próbę zachowania twarzy. Odrzuca wezwanie Wielkiego Wróbla, który nabrał ochoty na spotkanie w sepcie, a gdy fanatycy z Wiary Wojującej próbują zaciągnąć ją tam siłą, interweniuje Góra. Interweniuje krwawo. W rezultacie Tommen, który w ciągu jednego odcinka zmienił się nam w despotę i gorliwego neofitę, odwołuje zapowiadaną próbę walki i ogłasza, że Cersei będzie sądziło siedmiu septonów. No to pozamiatane. Bardzo to przejmujące patrzeć na byłą królową, która – jak przypomina się nam gdzie indziej – nade wszystko kochała swoje dzieci, teraz zaś zostaje przez jedno z nich skazana na śmierć. Scenarzyści dokładają starań, by pokazać, jak bardzo odarta ze znaczenia, godności i możliwości decydowania o sobie zostaje Cersei. Nie może nawet stanąć jak dawniej u boku syna; musi przejść na galerię przeznaczoną dla dam dworu. Doprowadzona do ostateczności, chwyci się nikłej nadziei, którą da jej maester Qyburn – nadziei, że pewne plotki mogą się potwierdzić. Nie wiemy jeszcze, co to za plotki, lecz sieć aż huczy od spekulacji, że chodzi o zapasy dzikiego ognia, ukryte pod Czerwoną Twierdzą. Jeśli to prawda, historia zatoczy koło – jak niegdyś Obłąkany Król Aerys II, w ostatniej chwili zamordowany przez Jaimego, Cersei spróbuje spalić całą Królewską Przystań. Pytanie brzmi: co tym razem zrobi jej ukochany brat?

fot. HBO / Fanpop [*]
Jeśli już przy nim jesteśmy, to czy Gryzipiór wspominał ostatnio, jak bardzo cieszy się na spotkanie Jaimego z Brienne? Jakimś cudem twórcy serialu rozegrali je dokładnie tak, jak należało. Subtelnie. Subtelności zabrakło wprawdzie Bronnowi, próbującemu przekonać Poda, że obie te postaci tylko czekają na okazję, by wskoczyć sobie do łóżka (no dobrze, Bronn ujął to nieco bardziej dosadnie). Chwilę później widzimy jednak, że relacja Brienne i Jaimego jest znacznie bardziej skomplikowana (a czerwień namiotu nie jest ani trochę symboliczna, ani trochę). Nie pożądanie ją definiuje, lecz wzajemny szacunek i ponura akceptacja brutalnej rzeczywistości, w której bohaterowie ci, choć lubią się i potrafią wzbudzić w drugim to, co w nim najlepsze, muszą stanąć po przeciwnej stronie barykady. Wiele dzieje się tu między słowami, w czym wielka zasługa bezbłędnej gry aktorskiej. Ten wyraz twarzy Jaimego, gdy Dziewica z Tarthu zwraca mu miecz. Ten spazm rozpaczy na twarzy Brienne, tuż po być może ostatnim pożegnaniu.

Oczywiście w tle wciąż trwa oblężenie Riverrun, które Brienne spróbuje zakończyć, rekrutując Blackfisha do walki na Północy. Co zrozumiałe, stary Tully, choć sympatyzuje ze sprawą Starków, woli jednak zostać i bronić własnego domu. Jaime opracowuje więc plan, którego cały geniusz polega na grze jego wizerunkiem oraz wykorzystaniu przeciwko wrogom ich niskiego mniemania o Królobójcy. Odcinek nie mówi tego wprost, lecz chyba żaden widz nie uwierzy, że Jaime mógłby naprawdę katapultować do twierdzy dziecko Edmure’a. Wystarczy, by uwierzył w to Edmure, który Jaimego nie zna i nie wie, jak znaczącą przemianę przeszedł on z aroganckiego drania w… no właśnie, w kogo? W kogoś, kto nie boi się raz jeszcze zszargać swojej reputacji, by bezkrwawo zakończyć oblężenie. Ostatnim razem Jaime postąpił równie honorowo, gdy wskoczył do jamy z niedźwiedziem, aby ratować Brienne. (Przypadek? Nie sądzę).

Osobiste zwycięstwo Jaimego oznacza jednak porażkę Edmure’a, kolejnego w odcinku Nikogo. Serial nigdy nie starał się rozwinąć tej postaci, lecz doprawdy żal patrzeć, jak brat lady Catelyn – ktoś, komu z zasady ufamy i życzymy dobrze – odgrywa rolę konia trojańskiego, a następnie rozkazuje poddać zamek Lannisterom. Gryzipiór ma nieco pretensji do żołnierzy Tullych, którzy niespodziewanie wypowiadają posłuszeństwo Blackfishowi, doświadczonemu wojownikowi, a wolą słuchać słabowitego Edmure’a. Serial nie pokazał wcześniej niczego, co uzasadniałoby tę decyzję. Nawiasem mówiąc, nie pokazał też śmierci Blackfisha, co rodzi podejrzenie, że stary Tully nie tylko umknął Lannisterom, lecz także zmierza na Północ wspomóc armię Jona i Sansy. W końcu sześćdziesięciu trzech żołnierzy to też niezły wynik.

fot. HBO / Fanpop [*]
Gdyby „Nikt” w tym miejscu się skończył, byłby całkiem niezłym odcinkiem. Niestety, twórcy postanowili ucieszyć nas w tym tygodniu scenami z Meereen, które są… no, kuriozalne. Znowu próbuje się nam wmówić, że Tyrion i biały jak mleko Varys mogą swobodnie, bez obstawy przechadzać się ulicami miasta. Wprawdzie od kiedy do gry włączyły się czerwone kapłanki, przestali masowo ginąć zwolennicy Dany, ale trudno uwierzyć, by nikt tej dość charakterystycznej pary nie zaczepił, zwłaszcza że w okolicy nie widać nawet cienia Nieskalanych. Decyzja Varysa o powrocie do Westeros też wydaje się od czapy. Skoro na nic się w Meereen nie przydał (nie spotkał nawet Daenerys), po co w ogóle do niego przyjeżdżał? Blado wypada scena, w której Tyrion próbuje nieco rozruszać Missandei i Szarego Robaka – niemal identyczną widzieliśmy w jednym z poprzednich odcinków. Scena ta jest także za długa, przez co wytraca napięcie, i gdy w końcu rozlegają się strzały armatnie, a do portu podpływają wojenne okręty, zamiast efektu wow jest efekt wtf.

Ten sam efekt wywiera totalnie niespodziewane pojawienie się Dany, która spada z nieba (właściwie ze smoka) niby deus ex machina, by w ostatnim momencie spopielić najeźdźców. Serio tej dziewczyny nie imają się żadne zasady: ani magii, ani nawet czasu i przestrzeni. Przed chwilą była przecież w Vaes Dothrak, na Morzu Traw! W takim tempie dotrze do Westeros akurat na początek bitwy z Innymi w ostatnim odcinku sezonu. Gryzipiór nie wie, czy bardziej go to cieszy, czy niepokoi.

  • Reżyseria: Mark Mylod
  • Scenariusz: David Benioff & D.B. Weiss
  • Produkcja: HBO
  • Premiera: 12 czerwca 2016
  1. Wątek Ogara w tym odcinku zirytował mnie do granic wytrzymałości... Mam nadzieję, że poziom dwóch ostatnich odcinków będzie jednak wyższy :) Ciekawe co nam twórcy przygotowali na finał sezonu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a mnie się bardzo podobał! Mam wrażenie, że twórcy podeszli do niego z zaskakującą autoironią, co w "Grze o tron" stanowi miłą odmianę. Co do finału, to stawiam na:
      - zburzenie Muru przez Innych,
      - podróż Dany do Westeros,
      - śmierć Cersei,
      - Tę Scenę z Wieży Radości,
      - wszystkie z powyższych.
      Będzie się działo, oj będzie. Trochę mnie to nawet martwi, bo takim wątkom trzeba poświęcić czas, a wydaje się, że na taki prawdziwy finał został tylko jeden odcinek. W odcinku dziewiątym będzie, zdaje się, tylko bardzo epickie mordobicie.

      Usuń
  2. Ja stawiam na:
    - podróż Dany do Westeros,
    - śmierć Cersei.

    Myślę, że Mur się jeszcze uchowa. Nie ma czasu na tak wiele rewelacji. Jeden (prawie cały) odcinek zdominują pewnie losy Dany. Szkoda trochę Cersei, aktorka która gra tę postać jest genialna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też będzie brakowało aktorki, ale sama Cersei - przyznać trzeba - nie ma już zbyt wiele do roboty. Jako postać przeszła widowiskową drogę od wielkiego triumfu do równie wielkiej porażki, poznaliśmy też - przynajmniej w serialu - wszystkie jej tajemnice i meandry psychiki. Tu nie można już wiele dodać, można tylko ująć.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.