Księga Nieznajomego, czyli „Gra o tron”, sezon 6, odcinek 4


Pamiętacie, jak wśród licznych przewinień piątego sezonu „Gry o tron” wymieniano nadmierną przemoc wobec kobiecych bohaterek? Teraz otrzymaliśmy odcinek, w którym odwracają się tradycyjne role płciowe i zakwestionowane zostają westeroskie stosunki władzy. Wszystko dzięki trzem siostrom, które wreszcie biorą sprawy w swoje ręce. To one trwają niezłomne mimo przeciwności losu, to one snują plany zemsty i to one przypominają słabowitym braciom o obowiązkach wobec rodu. Jedna nawet sięga po władzę.


Tekst zawiera spoilery dotyczące fabuły odcinka.

Pierwsza siostra przybywa do Czarnego Zamku akurat wtedy, gdy Jon gotów jest go opuścić, lekceważąc skądinąd słuszny zarzut Edda, że nie ucieka się na Południe, gdy do wrót Północy lada chwila zapukają niebieskookie zombie. Uff, przez chwilę Gryzipiór sądził, że scenarzyści znów niecnie sobie pograją na delikatnych nerwach swoich widzów i każą rodzeństwu Starków minąć się w drodze. Na szczęście okazali łaskawość i zamiast tego nakręcili diabelnie poruszającą scenę pojednania Sansy i Jona. Nie zapomnieli nawet o śniegu, wizualnie nawiązującym do ostatniej sceny, w której widzieliśmy tę parę razem – w pierwszym sezonie. Gryzipiór napisał „pojednania”, bo za chwilę, w cieple paleniska (któremu trochę jednak brakuje do domowego ogniska), Sansa bardzo ładnie przeprosi Jona za to, jak źle go dawniej traktowała. W tym momencie Gryzipiór, jako wielbiciel rudowłosej Starkówny, zgrzytnął zębami. Zgrzytnął, bo w serialu tego rzekomo „złego traktowania” nie pokazano chyba wcale, w książce zaś polegało ono na tym, że w przeciwieństwie do reszty rodzeństwa Sansa nie zapomniała, że Jon jest bękartem. Co jakby nie jest czymś, co wymagałoby wylewnych przeprosin i wymierzania sobie psychicznych batów.

No ale wróćmy do samej sceny, gdyż za chwilę sytuacja się odwróci. Oto Jon, jak na dobrego brata przystało, obiecuje, że gdziekolwiek pójdzie, zabierze Sansę ze sobą – młodsza siostra potrzebuje przecież wsparcia silnego męskiego ramienia. Ale Sansa wcale nie ma zamiaru odejść daleko. Chce do domu i od razu przechodzi do rzeczy: ilu masz Dzikich, Winterfell to nasz dom, musimy o niego walczyć. „Jeśli muszę, zrobię to sama” – mówi, podczas gdy siedem milionów widzów rozpiera duma. Przed premierą twórcy zapewniali, że to będzie dla rudowłosej Starkówny przełomowy sezon – i właśnie zobaczyliśmy, jak bardzo nie jest już ona tą naiwną panienką, która kiedyś wyruszyła na Południe szukać złotowłosego księcia. Jednocześnie udało się uniknąć ukazania stereotypowej rodzinnej sielanki, która leczy wszystkie rany, bo choć Jon i Sansa niewątpliwie się kochają, to cele – przynajmniej na razie – mają inne i tworzy to między nimi interesujące napięcie.

fot. HBO / Fanpop [*]
Kto nie uronił ni jednej łzy, ten trąba.
Napięcia nie brakuje też w innej części zamku Nocnej Straży. Davos wreszcie dopytuje o los księżniczki Shireen, Melisandre znacząco milczy, a Brienne nie pomaga, gdy wyznaje, że to ona pozbawiła życia Stannisa, by pomścić Renly’ego. Oho, pomyślał Gryzipiór. Lepiej niech Inni pośpieszą się z atakiem na Westeros, bo mamy tu beczkę prochu, która lada chwila wybuchnie. Doprawdy trudno sobie wyobrazić, że coś mniejszego niż Wielkie Zło z Północy mogłoby spowodować, by ci bohaterowie stanęli na polu bitwy po tej samej stronie.

Niespodziewanie wracamy do Doliny, gdzie okazuje się, że z Littlefingera nadal kawał drania, a z małego lorda Arryna łatwo dający się manipulować smarkacz. Znów widzimy, jak dzięki magii słów drobny lord Baelish w mig podporządkowuje sobie silnego, doświadczonego konkurenta do władzy. To dobrze pomyślana scena, ale plan, który zdradza w niej Littlefinger, stanowi prawdziwą zagadkę. Czy mamy rozumieć, że Petyr Baelish, do tej pory numer jeden w grze o tron, nie zdawał sobie sprawy, kim jest Ramsay Bolton? Że lekkomyślnie oddał mu Sansę, nie wysłuchawszy relacji szpiegów, których podobno ma na Północy? Ejże, Gryzipiór słabo zna tok myślenia geniuszy, ale nawet dla niego brzmi to mało wiarygodnie.

fot. HBO / Fanpop [*]
Druga siostra, choć zdana na łaskę fanatyków i uwięziona w towarzystwie paskudnie wyglądających insektów, również nie traci ducha. I serial, i książki nie poświęcają Margaery zbyt wiele miejsca, przez co zawsze wydaje się trochę zagadką. Tak jest i tym razem: młoda królowa otrzymuje zaledwie kilka minut czasu antenowego, ale nie marnuje z nich ani sekundy. Widzimy ją w aż trzech, wydawałoby się, wykluczających się wcieleniach. Najpierw sprytnie i z podziwu godnym opanowaniem wysłuchuje tyrady Wielkiego Wróbla, by dostać to, czego chce. Gdy zaś otrzymuje pozwolenie na odwiedziny Lorasa, nagle widzimy zupełnie inną kobietę: dumną, niezłomną i świadomą politycznej gry toczącej się po drugiej stronie krat, a jednocześnie z rozpaczą patrzącą na słabość brata, który nie zniósł niewoli u wróbli, choć miał być „przyszłością rodu”. Jak echo powraca wcześniejsza rozmowa Sansy z Jonem; znów to siostra przypomina bratu o obowiązkach wobec rodziny. Niewiele niestety jej z tego przyjdzie, bo Wielki Wróbel planuje już wysłać ją śladem Cersei na pokutny marsz przez miasto. Dowiedziawszy się o tym, za namową Lannisterów lady Olenna postanawia otworzyć Królewską Przystań dla armii, która ma oswobodzić królową i… zabić Wielkiego Wróbla. Ponownie: żaden z Gryzipióra geniusz politycznej strategii, ale czy morderstwo ulubieńca maluczkich, których jest w mieście znacznie więcej niż królewskich gwardzistów, nie wydaje Wam się działaniem nieco krótkowzrocznym?

(Na marginesie, to właśnie Margaery wspomina o tytułowej Księdze Nieznajomego, w której znajduje się przypowieść przypominająca rzekomą origin story Wielkiego Wróbla. Gryzipiór odebrał to jako sugestię, że fanatyczny przywódca wróbli jedynie prezentuje się na wzór bohatera Księgi Nieznajomego, a cała jego stereotypowa historia grzechu i nawrócenia to najzwyklejsza w świecie bujda).

fot. HBO / Fanpop [*]
W najgorszej sytuacji jest trzecia siostra. Asha Yara i Theon nigdy chyba nie byli ze sobą blisko, a teraz niespodziewanie muszą stać się sojusznikami, bo nie mają już nikogo prócz siebie. W tej scenie chyba najmocniej widać odwrócenie tradycyjnych ról i stosunków władzy. Sansa i Margaery mogą sterować mężczyznami zza kulis, w jedwabnych rękawiczkach i utrzymując fasadę delikatnej damy, ale Yara musi sama żelazną ręką zacząć władać Żelaznymi Wyspami. Rozedrgany, zapłakany Theon nie jest do tego zdolny, z czego – to chyba najtragiczniejsze – zdają sobie sprawę absolutnie wszyscy. Oczywiście pozostaje sprawa wiecu, na który wybierzemy się pewnie w szóstym czy siódmym odcinku – i Gryzipiór musi przyznać, że czeka to z pewną niecierpliwością.

W odcinku jest jeszcze czwarta siostra, ale jej brat nie dotrwał nawet do końca pierwszego sezonu. Zanim jednak do niej przejdziemy, słówko o dwóch totalnie zbędnych scenach, które przypomniały Gryzipiórowi, że „Gra o tron” miewa też momenty rozczarowujące i – co gorsza – pozbawione fabularnego sensu. Najpierw krótkie rendez-vous Ramsaya i Oshy, które zdaje się potwierdzać teorię o spisku północnych lordów przeciwko Boltonom. W każdym razie po nieudanym zamachu na życie nowego Namiestnika Północy Osha malowniczo osuwa się na podłogę z poderżniętym gardłem. A Gryzipióra szlag trafia, bo w „Grze o tron” znowu ktoś umiera dla taniego shock value. Okej, może obsada serialu niepokojąco się rozrosła, ale następnym razem, zanim wyeliminujmy jedną z fajniejszych postaci trzecioplanowych, może dajmy jej chociaż zagrać w sezonie ze dwie sceny? Ładnie prosimy?

Druga scena to rozmowa – jeśli można ją tak nazwać – między Jorahem a Daariem, po której Gryzipiór znielubił tego drugiego nawet bardziej. Znielubił, właściwie, cały wątek wyprawy na ratunek Matce Smoków, bo zapowiadał się on na coś wielkiego, a zakończył się… nawet nie skowytem. Prześledźmy. Najpierw ser Jorah i podwójnie irytujący Daario decydują się zakraść bez broni do miasta pełnego Dothraków. Ich plan idzie dokładnie tak, jak należało się tego spodziewać, czyli żałośnie. Panowie nieomal dają się złapać – i na dodatek bez potrzeby, bo po chwili okazuje się, że Dany wolno najzwyczajniej w świecie wyjść z wdowiego namiotu. Bez straży, bez nadzoru. Po co jej Daario i ser Jorah? Chyba tylko po to, by zabarykadować drzwi, gdy Matka Smoków postanowi, że najlepszym rozwiązaniem obecnego konfliktu będzie pozbycie się oponentów. Znowu. Co więc robi? Wywołuje pożar, w którym giną wszyscy khalowie.

fot. HBO / Fanpop [*]
Owszem, sztuczka Dany świetnie podsumowuje wiodący temat tego odcinka. Oto parujący testosteronem, gardzący kobietami khalowie dosłownie obracają się w proch, a silna, odważna i równie jak oni bezlitosna kobieta triumfuje, nie pozwoliwszy uczynić z siebie jedynie wdowy po mężu. Trochę to przesłanie natrętne, a trochę za proste, bo przecież odpowiedzieć przemocą na przemoc jest łatwo, a trudniej znaleźć inną drogę do wygranej. Gdyby jednak Gryzipiór miał wskazać jedną rzecz, za którą łamałby pióro autorom fantasy, to byłoby nią nagminne rozwiązywanie konfliktów za pomocą magii. To okropne pójście na łatwiznę, gdy twórca nie musi planować wiarygodnej intrygi, a bohater niczego poświęcać, bo wszystko rozwiązuje magia. I to niezbyt wyszukana magia – odporny na ogień jest bodaj co drugi wybraniec w fantasy.

Można się też kłócić, czy przypadek serialowej Daenerys jest zgodny z książkowym kanonem. Zdaniem Gryzipióra raczej nie. Owszem, niemal identyczny incydent przydarzył się już kiedyś, gdy Dany wyszła niespalona ze stosu pogrzebowego khala Drogo. Scena z końca „Księgi Nieznajomego” nawet się do niego wizualnie odwołuje. Niemniej był to właśnie incydent, funkcjonujący jako cud w uniwersum „Gry o tron”, w którym magia przydarza się rzadko i trzeba słono za nią płacić – i to w walucie, którą nie każdy chce handlować. Tutaj widzimy cud powtórzony, a cud powtórzony traci moc, staje się fabularnym wytrychem. Tym bardziej, że tego cudu Daenerys nie okupi bólem po stracie męża i dziecka. Otrzyma zaś armię wiernych Dothraków, z którą pewnie wkrótce wyruszy na podbój Westeros.

Ciekawe, czy po drodze do Królewskiej Przystani będzie się co jakiś czas widowiskowo podpalać, żeby zdobyć kolejnych wyznawców?

  • Reżyseria: Daniel Sackheim
  • Scenariusz: David Benioff & D.B. Weiss
  • Produkcja: HBO
  • Premiera: 15 maja 2016
  1. Co do końcówki odcinka - jest ona bardzo efektowna. To prawda, że jest mało pasująca do książek - tam rzeczywiście ceną za przywrócenie do życia jest utrata części człowieczeństwa. Z drugiej strony od czasów nastania zimy nastąpiło przebudzenie magi, więc staje się ona łatwiejsza. Ale i tak ważniejsza jest efektowność sceny

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie zakończenie tego odcinka było kompletną porażką - uważam że pomysł był głupi i głupio pokazany - głupota Daenerys została głupio zrealizowana - i wyszło kiepsko. Reszta ok, choć dla mnie i tak odcinek 02 był jak do tej pory najlepszy ;)
    PS: Będzie 05? :p
    Pozdrawiam
    J.K.L

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.