Krzywoprzysięzca, czyli „Gra o tron”, sezon 6, odcinek 3


Coraz dziwniejsze rzeczy dzieją się ostatnimi czasy w „Grze o tron”. Martwi znów chodzą między żywymi, podróże w przeszłość ujawniają niewygodne prawdy o rzekomo honorowych antenatach, a Tyrion próbuje być uprzejmy. Najdziwniejsze jest jednak to, że po tragicznie nieudanym piątym sezonie serial zdaje się odzyskiwać formę. Brak w nim tylko Wielkich Wydarzeń, ale to tylko kwestia czasu.


Tekst zawiera spoilery dotyczące fabuły odcinka.

Gryzipiór słyszał, że niektórym brakuje w szóstej „Grze o tron” akcji. Owszem, nie ma w niej (na razie) wielkich bitew i zaskakujących zwrotów fabularnych, ale że nic się nie dzieje – tego powiedzieć nie można. Jon, na przykład, właśnie wrócił z zaświatów i wbrew fanowskim teoriom nie ma błękitnych ócz. Ba, wydaje się nieco zagubiony, jak na ofiarę czarnej (czerwonej?) magii przystało. To naprawdę uprzejmie ze strony twórców serialu, że nie śpieszą się z akcją, a pozwalają widzowi odczuć emocje Jona, który najbardziej ze wszystkich jest przerażony własnym powrotem. Sygnalizują też – nieunikniony – konflikt o wpływy między Davosem a Melisandre, która znalazła właśnie kolejnego prawdziwego wysłannika Pana Światła. „To na pewno ty?” – chce wiedzieć Edd. Dobre pytanie, Edd. Ten Jon wydaje się bardziej niepewny i zagubiony niż odważny dowódca, który wbrew własnym braciom przeprowadził Dzikich przez Mur. Może nie ma błękitnych tęczówek, ale to nie znaczy, że nic się w nim nie zmieniło.

Co konkretnie się zmieniło – to podpowiada nam ostatnia scena „Krzywoprzysięzcy”, w której Jon rozprawia się ze swoimi mordercami. Nie ma tu triumfu, jest tylko poruszająca mowa ser Allisera (z którego jednak porządny gość był, niestety stojący po niewłaściwej stronie) oraz równie poruszające milczenie Olly’ego. Jest też surowy obowiązek, zgodnie z którym ten, kto wydaje wyrok, sam musi go wykonać. To zwyczaj rodu Starków, który nie bez przyczyny przypomina widzowi, skąd wywodzi się Jon.

Chwilę później bowiem Lord Dowódca oddaje Eddowi płaszcz dowódcy. Jego warta się skończyła; śmierć zwolniła go z przysięgi złożonej Nocnej Straży. Dla Jona to przełomowy moment. Do tej pory pokornie spełniał swoje obowiązki i postępował honorowo, co zaprowadziło go w czarną pustkę śmierci. Teraz, bez jasno określonej pozycji w świecie (żywy czy martwy?) i w hierarchii społecznej (już nie brat z Nocnej Straży, jeszcze nie lord Stark), stał się wolnym człowiekiem. Pytanie brzmi: dokąd go ta wolność zaprowadzi? (To znaczy: gdy już wyciśnie nam łzy z oczu podczas spotkania z Sansą, odzyska Winterfell i obedrze Ramsaya ze skóry?).

fot. HBO / Fanpop [*]
Jon mógł się zmienić, lecz Sam nie zmieni się nigdy. Zaokrętowawszy się z Goździk i jej niemowlęciem, dzielnie walczy z morską… chorobą. Gryzipiórowi bardzo się podobała ta scena i tych dwoje oddanych sobie, zaskakująco dojrzałych młodych ludzi, którzy z trudem akceptują to, że wkrótce będą się musieli rozstać. No, i Hannah Murray otrzymuje zdecydowanie za mało pochwał za swoją rolę prostej, a jakże mądrej dziewczyny. Pytanie tylko, czy zapowiadane perypetie Goździk i szlacheckiej rodziny Sama okażą się warte cennego czasu antenowego. Na razie Gryzipiór nie widzi w nich fabularnego potencjału i martwi się, że zesłanie dziewczyny do Horn Hill to tylko sposób na wygodne pozbycie się jej z serialu.

Tym, którzy marudzą o więcej akcji, spodobają się pewnie kolejne odwiedziny Brana w przeszłości. Jest brutalny pojedynek pod murami Wieży Radości. Jest młody Ned Stark, nieco mniej honorowy, niż zapamiętaliśmy. I jest już bardzo, bardzo blisko wyjawienia Drugiej Najgorzej Strzeżonej Tajemnicy w „Pieśni Lodu i Ognia”. Sprytnie, trzeba przyznać, dawkują nam informację twórcy serialu. Gdy młody Ned wbiegł sam do wieży, Gryzipiór czuł się prawie równie sfrustrowany jak Bran, któremu Trójoka Wrona lęka się pokazać za dużo. Lęka się zresztą słusznie, gdyż na razie delikatnie zasugerowano, że w uniwersum GoT możliwy jest kontakt z bohaterami przeszłości, a zatem zmiana ich losów. Może nawet udałoby się uratować pewnego chłopca, którego sześć sezonów temu Lannisterowie zrzucili z wieży, gdyż wiedział za dużo?

fot. HBO / Fanpop [*]
W tym tygodniu Gryzipiór nabrał podejrzenia, że montażyści serialu lubią Aryę nieco bardziej niż resztę bohaterów. Sekwencje scen z jej udziałem są zawsze najfajniej zmontowane. Teraz też widzimy, jak między grą w kłamstwa a zabawą w alchemika oślepiona Starkówna dostaje łupnia od Najbardziej Antypatycznej Nauczycielki Roku. (Bonus: wzmianka Ogarze, który ani w książce, ani w serialu nie jest chyba tak martwy, jak się wydaje). Cierpliwość popłaca; w nagrodę za poświęcenie swojej tożsamości Arya odzyskuje wzrok. Gryzipiór trochę żałuje, bo jej charakteryzacja w ostatnich trzech odcinkach była przednia. Niemniej czas, by Arya ruszyła w świat, odzyskała wpływ na wydarzenia i skreśliła kilka nazwisk na swojej liście. Zamknięta w Domu Czerni i Bieli, stawała się już nieco męcząca.

Na koniec twórcy spuszczają na widzów prawdziwą bombę. Umberowie, północni lordowie, których nie mieliśmy jeszcze okazji poznać, dostarczają do Winterfell… Rickona Starka. Cóż, Ramsay jak pięciolatek: zawsze musi mieć przy sobie zabawkę. Jeśli zabawka pomoże mu utrzymać Północ w rękach Boltonów, tym lepiej. Ta scena jest nie tylko fantastycznie rozegrana pod względem budowy napięcia, lecz także ogromnie interesująca fabularnie. Bo już na samym początku mówi się nam, że Umberowie słyną z wierności Starkom. Bo młodemu dziedzicowi Północy towarzyszy wojownicza Osha, którą łatwiej byłoby zabić, niż żywą dostarczyć do Winterfell. Bo zmasakrowany łeb czarnego wilka to niekoniecznie łeb wilkora. Koniec końców wygląda na to, że mamy do czynienia ze spiskiem północnych lordów przeciwko Boltonom (najwyższy czas!). Chociaż… nietrudno też uwierzyć, że mieszkańcy Północy zwrócili się przeciwko Starkom w obawie przed Dzikimi, których Jon puścił za Mur. Jego decyzja, choć podyktowana i sercem, i rozumem, nie powinna przecież zostać bez konsekwencji.

Resztę odcinka poświęcili twórcy na ułożenie fundamentów pod przyszłe Wielkie Wydarzenia. Daenerys dociera do Vaes Dothrak, gdzie żyją żony martwych khalów, a my dowiadujemy się, że nikt nie jest dla młodej królowej równie okrutny, jak starsze kobiety – strażniczki patriarchalnej tradycji – które zedrą z niej ubranie i odzieją w bezradność. Na szczęście ci, którzy władają Meereen w zastępstwie Matki Smoków, nie próżnują. Varys otrzymuje szansę przypomnienia widzom, jak niebezpieczny z niego skurczybyk – i nie marnuje jej, Tyrion zaś dwoi się i troi, by nawiązać przyjazne stosunki z Missandei i Szarym Robakiem.

fot. HBO / Fanpop [*]
Po drugiej stronie morza trwają natomiast przepychanki w królewskiej radzie. Wróble, okazuje się, ćwierkają coraz słodziej – król Tommen przychodzi do Wielkiego Septona domagać się uwolnienia królowej, a wychodzi coraz bardziej przekonany, żeśmy wszyscy grzeszni i spragnieni boskiego przewodnictwa. Gryzipiór zaś coraz bardziej obawia się, że siłę, której tak rozpaczliwie pragnie, znajdzie Tommen wśród wróbli. To byłby fabularny majstersztyk: jeszcze jedna klęska Cersei, jeszcze jeden krok do upadku Lannisterów – oraz Tyrellów, którzy celowo przecież zamordowali Joffreya, by poślubić potulniejszego, łatwiejszego do manipulacji księcia. Ot, ironia losu.

To nie są wielkie sceny, ale i tak Gryzipiór cieszy się z nich pewnie bardziej, niż na to zasługują. Wreszcie ogląda „Grę o tron”, jaką lubi. „Grę o tron”, która dba o psychologię bohaterów, nie stroni od subtelnych politycznych rozgrywek i zamiast pędzić na ślepo do przodu, stawia solidne fabularne fundamenty, dzięki którym wszystkie przyszłe tragedie będą bolały jeszcze bardziej. Nie wiem, jak Wy, ale Gryzipiór nie może się doczekać.

  • Reżyseria: Daniel Sackheim
  • Scenariusz: David Benioff & D.B. Weiss
  • Produkcja: HBO
  • Premiera: 8 maja 2016
  1. Jak zawsze trafne spostrzeżenia ;)
    Też uważam, że 6 sezon jak do tej pory jest świetny, widać wręcz tendencję wzrostową. Zobaczymy jak się ta sytuacja rozwinie ;)
    Pozdrawiam
    J.K.K.L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja, jako straumatyzowany hejter piątego sezonu, ciągle się obawiam, że za chwilę stanie się coś spektakularnie głupiego i wszystko runie. No, ale jesteśmy prawie w 1/2 sezonu, więc jakby co - przynajmniej pierwsza połowa będzie dobra :D

      Usuń
  2. Ten sezon zaczyna się naprawdę bardzo dobrze. Tylko wątek Dorne ciągle mnie boli, ale mało go, więc można wybaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Krąży po internecie plotka, że Dorne już się nie pojawi w tym sezonie. Pozwolę sobie powiedzieć: uff.

      Usuń
  3. Ja tu tylko przyszłam położyć zaproszenie do blogowego łańcuszka.:)
    http://kronikaksiazkoholika.blogspot.com/2016/05/libster-blog-award-pierwsza-w-tym-roku.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję! Lada dzień się podłączę :D

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.