Baśniologia dla opornych – część 2


Sporo czasu minęło od pierwszej części „Baśniologii dla opornych”, toteż Gryzipiór przypomina, że zachęca w tym cyklu do czytania baśni z nieco innej perspektywy. Tym razem przyjrzymy się nie poglądom konkretnych badaczy, ale całemu nurtowi interpretacji baśni. Feminizm i krytyka genderowa, bo o nich mowa, nie tylko tropią obecne w baśniach stereotypy na temat kobiet i mężczyzn. Także pokazują, jak silnie postaci Kopciuszka czy Śpiącej Królewny zakorzenione są w naszej kulturze: jak przesiąkły nimi kino i literatura, jak odcisnęły one piętno na naszych schematach myślenia oraz – nie bójmy się tego przyznać – na naszych marzeniach.

Bohaterem poprzedniego odcinka był psychoanalityk Bruno Bettelheim, który dostrzegł w baśniach „cudowne i pożyteczne” scenariusze do przeżycia, pomagające dzieciom uporać się z lękiem, złością i poczuciem bezradności. Tym razem umieścimy go jednak w roli antybohatera, po części odpowiedzialnego za rozpowszechnienie się przekonania o uniwersalności baśni, które miały rzekomo przemawiać jednakowo do wszystkich – niezależnie od płci czy orientacji seksualnej. Tym, co Bettelheim przeoczył, był bowiem rodowód najpopularniejszych baśni, które spisano między XVII a XIX wiekiem w kręgach kultury dworskiej (zbiór Perraulta) oraz mieszczańskiej (zbiór braci Grimm) – bastionach patriarchalnych wartości i obyczajów. Z tego powodu zawarte w nich poglądy na rolę kobiet wydały się feministkom podejrzane. Tak narodził się nurt badań, który traktował baśnie nie jak uniwersalne scenariusze wychowawcze, ale jak opowieści ukształtowane – i uwarunkowane – przez historię i kulturę.

Wszyscy rozpoznajemy te obrazy: uwięziona przez wiedźmę księżniczka biernie czeka na księcia, który weźmie jej los w swoje ręce; trzy rywalizujące ze sobą siostry szykują się na bal, aby zawalczyć o mężczyznę, ponieważ tylko on może zagwarantować im szczęście i pozycję społeczną; syrena pozbywa się rybiego ogona w imię miłości, która wymaga najwyraźniej dopasowania się do obowiązującego kanonu urody oraz… utraty własnego głosu. Są to obrazy może i cudowne, ale czy również pożytecznie? Od tego pytania zaczyna się „Gender w literaturze dla dzieci i młodzieży” – bardzo dobra książka o bardzo niedobrym tytule. Autorka, Grażyna Lasoń-Kochańska, analizuje w niej komunikaty, jakie twórcy baśni – zapewne nieświadomie – kierują do chłopców i dziewczynek.

Dziś towarzyszą nam kobiety z obłędnych baśniowych ilustracji autorstwa Pameli Colebourn (źródło).

Co odkrywa? Otóż po pierwsze: źródłem zła jest zawsze kobieta. W baśniowych domach mężczyzna jest nieobecny albo słaby i okrutny – jak ojciec Grimmowskiej „Dziewczyny bez rąk”, który z poduszczenia diabła obciął córce obie ręce i… nie został nawet napomniany (z jakiegoś powodu baśniowa reguła karania zła nie znalazła tu zastosowania). Występne są natomiast macochy (pierwotnie matki), które nienawidzą pasierbic bez żadnej przyczyny, jakby taka właśnie – wyrachowana i zazdrosna – była ich kobieca natura. Bardziej jednak prawdopodobne, że powodem ich nienawiści jest opresyjny dla nich porządek świata. Baśniowa macocha spogląda w zwierciadło i drży ze strachu przed młodszą i piękniejszą królewną, która pewnego dnia odbierze jej władzę, ponieważ tylko te cechy – młodość i uroda – gwarantują kobiecie wpływy w świecie rządzonym przez mężczyzn. Kilka stron później ta sama macocha umiera w rozpalonych, żelaznych trzewiczkach, ponieważ baśń domaga się ukarania tej bezwzględnej rywalizacji między kobietami – mimo że ukazuje ją jako jedyny możliwy wzór ich relacji. O siostrzeństwie, matczynej miłości, a choćby i przyjaźni nie może być mowy.

Złe są również wiedźmy – uosobienie strachu przed kobiecą mocą i starością. Większość baśni przedstawia je jako śmiertelne zagrożenie dla młodych i pięknych bohaterek, takich jak Roszpunka, Śnieżka i Śpiąca Królewna, które do spółki cierpią z powodu nienawiści starszej, władającej magią kobiety. Pojawienie się w ich życiu wiedźmy oznacza problem i niebezpieczeństwo, natomiast pokonanie jej (w sobie?) – nagrodę w postaci małżeństwa z księciem i wzniesienia się na wyższy szczebel drabiny społecznej. Niezmiernie rzadko zdarza się, by obdarzona mocą kobieta była w baśni postacią pozytywną. Dobra wróżka, którą Charles Perrault wysłał na pomoc Kopciuszkowi, to nie tyle czarownica, ile fantastyczny odpowiednik starszej, doświadczonej opiekunki, której rolą jest wprowadzić debiutantkę na salony. Zamiast porwać dziewczynkę do lasu, podsuwa jej nową suknię i posyła na bal, czyli pomaga utrzymać patriarchalny porządek, w którym jednym przeznaczeniem bohaterki jest dobrze wyjść za mąż.

(źródło)
Po drugie: mężczyznom wolno więcej. Zakaz, ten najpopularniejszy chyba z baśniowych motywów, nie jest jednakowy dla wszystkich. Chłopiec może go złamać i nawet zostać nagrodzony – jak bohater „Żelaznego Jana” braci Grimm, który wbrew ostrzeżeniu opiekuna zanurza palec w złotym źródle, dzięki czemu przeżywa przygody i rozpoczyna samodzielne życie. Kiedy natomiast zakaz łamie dziewczynka… cóż, staje twarzą w twarz z Sinobrodym. Nie schodź ze ścieżki, nie jedz dojrzałego jabłka, nie otwieraj zamkniętej komnaty – oto przestrogi, które słyszy, ilekroć istnieje obawa, że mogłaby wykazać się skandaliczną w jej wypadku ciekawością.

Trzeba jednak oddać chłopcom sprawiedliwość, że i oni nie mają w baśniach lekko. Co chwila ktoś testuje ich męstwo. Muszą przynieść trzy złote włosy z głowy diabła, wygrać turniej rycerski, spędzić trzy noce w nawiedzonym zamku. Tylko wykazując się samodzielnością, pomysłowością i skutecznością zdobędą męską tożsamość, która najwyraźniej nie jest im dana raz na zawsze. Dziewczynki przeciwnie – niczego nie muszą udowadniać, nigdzie wędrować. Próbom poddawane są w domu, gdzie wybierają soczewicę z popiołu, grzecznie i bez sprzeciwu znosząc przeciwności losu. Podczas gdy ich koledzy zdobywają własne królestwa, one zostają najwyżej królewskimi żonami, pozytywnie przeszedłszy testy pracowitości, cierpliwości, skromności i uległości. Jeśli dziewczynka zdecyduje się podążyć własną drogą, będzie to zawsze ucieczka, wyklęcie, zepchnięcie na margines. Droga społecznego wykluczenia; droga czarownicy.

Wszystko to jest równie normalne (czy jak kto woli: równie nienormalne), jak obrazy niewolnictwa i dzieci pracujących w fabrykach w literaturze XIX wieku. „Takie były czasy”. Niepokój budzi raczej to, że w przeciwieństwie do powieści baśnie czyta się w domu i w szkole dość bezrefleksyjnie, jak piękne i uniwersalne opowieści zaszczepiające dzieciom pożądane wzorce. Gryzipiór widział kiedyś w Internecie zachętę do lektury „Śpiącej Królewny” jako „najpiękniejszej baśni o miłości” – tak, właśnie tej biernej, podporządkowanej Śpiącej Królewny, która może jedynie czekać, aż zbudzi ją pocałunek księcia (w starszych wersjach tej opowieści na pocałunku się zresztą nie kończyło) [1]. Kiepski to wzór w czasach, w których od kobiet wymaga się przebojowości, a od mężczyzn – uczuciowości. Nie chodzi oczywiście o to, by przestać baśnie czytać. Chodzi o to, by czytać je bardziej krytycznie, dostrzegając różnice w położeniu postaci męskich i kobiecych.

(źródło)
Same baśnie to jednak tylko początek kłopotów. Nietrudno zauważyć, że postaci Kopciuszka czy Śpiącej Królewny urosły w naszej kulturze do rangi archetypów, za pomocą których myślimy i opowiadamy historie. A archetypy są zachłanne. Nieustannie domagają się powtarzania, aktualizacji i weryfikacji. Weźmy Kopciuszka. To on jest duchowym patronem sporej części literatury kobiecej – zaczynając na harlequinach, a kończąc na powieściach dla dziewcząt. „Mała księżniczka” Burnett, „Pamiętnik księżniczki” Cabot, a częściowo też „50 twarzy Greya” oparte są na podobnym schemacie. Najpierw poznajemy młodą bohaterkę, której niekwestionowane przymioty ducha (w utworach wcześniejszych na przykład skromność, w późniejszych często inteligencja) pozostają niedostrzeżone, ponieważ skrywa je przed światem rzekoma brzydota lub niska pozycja społeczna. Wtedy pojawia się Książę – starszy, bogatszy, mądrzejszy i skłonny roztoczyć nad bohaterką opiekę. Pod jego skrzydłami nasz Kopciuszek rozkwita fizycznie, intelektualnie, a w nowszych realizacjach także seksualnie.

Okrucieństwo tego motywu polega na konieczności dokonania przemiany, ukrycia własnego ja. Kopciuszek tak długo nie zazna szczęścia, jak długo nie założy pięknej sukni, nie nauczy się manier i nie zacznie używać prostownicy do włosów. Słowem: nie przyjmie męskiego przewodnictwa i nie dopasuje się do roli reprezentacyjnej piękności. Autorki świetnej pracy „Siostry i ich Kopciuszek” twierdzą wręcz, że Kopciuszek jest rolą przeznaczoną wyłącznie dla kobiet. Owszem, w fantasy na przykład co chwila pojawia się jakiś niedoceniony sierota, który potem okazuje się Wybrańcem, ale nikt nie wymaga od niego fizycznej przemiany i maskarady, nikt też nie sugeruje mu, że nie może czuć się w pełni wartościowy, dopóki – mówiąc brutalnie – nie nałoży makijażu i nie ufryzuje włosów.

Równie popularny jest schemat Pięknej i Bestii, wywodzący się ze starszego motywu narzeczonego zaklętego w zwierzę. Przyjmuje się często, że jest to baśń opowiadająca o seksualnych lękach kobiety. Wstąpiwszy w związek, Piękna staje oko w oko z mężczyzną uosabiającym agresję, popędliwość i zwierzęcą naturę, którego musi odczarować mocą własnej miłości. Tym samym realizuje podstawowy scenariusz dziewiętnastowiecznej kultury, w którym dzięki dobrej i wyrozumiałej małżonce mężczyzna miał przejść wewnętrzną przemianę, „uwznioślić się” i wyzbyć grzesznych popędów. Wydawałoby się, że ten scenariusz powinien dawno stracić aktualność. A jednak schemat Pięknej i Bestii realizują dwie z ogromnie popularnych wśród kobiet powieści: „50 twarzy Greya” i saga „Zmierzch”, przy czym popularność tej drugiej bierze się chyba też z unieszkodliwienia owej zagrażającej męskiej seksualności. Nastoletni wampir może w nieskończoność powtarzać, jak bardzo nie potrafi się oprzeć zapachowi ukochanej, ale jej nie tknie. Co paradoksalnie mówi nam coś ważnego o lękach i potrzebach wielu współczesnych dziewcząt… oraz świecie, który takie lęki i potrzeby wytwarza.

(źródło)
Okrutna rywalizacja między siostrami, bezwzględne posłuszeństwo ojcu, strach przez własnym mężem – wszystko to jest ponure tym bardziej, że przez wieki baśnie opowiadały głównie kobiety. Jeśli więc nie planowały oczerniać własnej płci, trzeba uznać, że ich opowieści stanowią historyczny zapis kobiecego losu, który jest, delikatnie mówiąc, nie do pozazdroszczenia. Czy da się od niego uciec? Owszem – pod warunkiem, że opuścimy na chwilę nasz krąg kulturowy. Poza jego granicami odnajdziemy na przykład czerpiące z tradycji azjatyckiej baśnie rosyjskie, które często przedstawiają kobiety silne, sprytne i niezależne, zdolne samodzielnie sprawować władzę oraz… pojedynkować się na pięści z mężczyznami. Gdyby jednak ktoś uparł się szukać nieoczywistych bohaterek bliżej domu, powinien zajrzeć najpierw do biografii, a potem do baśni Andersena. Baśni, które z jednej strony powielają wzorzec słodkiej, łagodnej, pełnej poświęcenia kobiecości (Gerda, Calineczka), z drugiej zaś przywołują niepokoje samego Andersena zmagającego się z własnym skomplikowanym i często traumatycznym życiem uczuciowym (Syrena, Królowa Śniegu).

Inny trop wiedzie nas w stronę baśni współczesnych oraz bardzo ostatnio popularnego retellingu, czyli ponownego opowiadania historii z kulturowego kanonu. Niemal wszystkie ich realizacje pokazują, że dziś właściwie nie da się opowiadać baśni bez weryfikacji roli, jaką odgrywają w nich kobiety. Nawet Andrzej Sapkowski, który niezbyt pochlebnie przedstawił czarodziejki w cyklu wiedźmińskim, zreinterpretował Andersenowską baśń o Syrenie w taki sposób, że bohaterka zdołała poświęcić część siebie dla miłości, nie tracąc swojego wyjątkowego głosu. Wiedźmy stały się symbolami wyzwolonej kobiecości; rehabilitacji doczekały się baśniowe macochy, które współcześni autorzy obdarzyli pogłębioną psychiką i sensowną motywacją do podjęcia takiego, a nie innego działania (jak Neil Gaiman, który w opowiadaniu „Szkło, śnieg i jabłka” z antologii „Dym i lustra” zreferował baśń o Śnieżce z perspektywy jej przybranej matki). Nie brakuje również projektów ambitniejszych, których autorzy – właściwie autorki – stawiają sobie za cel prze-pisanie baśni tak, by dowartościować w nich kobiecą perspektywę, siłę oraz seksualność. U Angeli Carter, na przykład, to Czerwony Kapturek uwodzi wilka, a Piękna porasta sierścią po spotkaniu z Bestią.

Nie sposób w tym momencie nie wspomnieć o Clarissie Pinkoli Estés, która w słynnej „Biegnącej z wilkami” opowiada, a następnie interpretuje baśnie jako świadectwa stanów kobiecej psychiki. O jej książce Gryzipiór powinien pewnie napisać osobny wpis, bo właściwie nie da się jej streścić. No, ale spróbujmy. Otóż Estés powołuje do życia sugestywny archetyp Dzikiej Kobiety, istoty wolnej, mądrej intuicją i głęboko związanej z naturą, a dzięki temu silnej i świadomej niebezpieczeństw – a następnie przedstawia go w sposób, który jest czystą poezją (w każdym tego słowa znaczeniu). Można się z poglądami autorki nie zgadzać, ale trudno doprawdy nie zachwycić się jej bardzo śmiałą i bardzo oryginalną wizji kobiecości. Szczególnie że Estés przędzie swoje baśnie z wyraźnym zamiarem terapeutycznym. Męskim odpowiednikiem jej książki jest „Żelazny Jan” Roberta Blya – nowe odczytanie Grimmowskiej baśni o tym samym tytule jako opowieści o męskim dorastaniu, kryzysie nieobecnego ojca i problemach, z jakimi zmagają się mężczyźni we współczesnym świecie.

Paradoksalnie wszystko to świadczy o aktualności baśni, które językiem symboli potrafią opowiedzieć każde doświadczenie, oddać każdy wymarzony przez autora sens. Nic dziwnego, że wciąż chcemy opowiadać je na nowo – w końcu nie ma nic przyjemniejszego, niż słuchać o sobie samym!

[1] W baśni o Śpiącej Królewnie istotny jest wprawdzie motyw oczekiwania, aż minie przepowiedziane sto lat i rozstąpi się kolczasty żywopłot. Można go odczytać jako podpowiedź, że nie powinno się miłości narzucać ani przyśpieszać. Ale chyba nie o taką interpretację chodziło autorom tej „zachęty” do lektury.

Ilustracje w nagłówku i tekście wypożyczyłam od Sofi na licencji CC BY-NC 2.0.



  1. Bosz... Znowu ten konstruktywizm. Wzięłoby to i zdechło wreszcie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, widzę, że mamy bardzo podobne zainteresowania. :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.