Komedia arcyludzka, czyli „Muskając aksamit” Sary Waters


„Przebieranki zawsze kryją w sobie podwójne dno” – mówi Nan King, bohaterka debiutanckiej powieści Sary Waters. Cóż, nie tylko one. Na powierzchni „Muskając aksamit” to bardzo sprawnie napisana pseudowiktoriańska powieść o gwiazdce londyńskiej rewii. Wczytajcie się jednak bardziej, a znajdziecie historię o kobietach, ich uczuciach i brutalnych niekiedy relacjach, intymną jak pamiętnik i ostrą jak manifest społeczny. Także poruszającą, ale nie łzawą, pełną szczegółów, ale nie przegadaną. Krótko mówiąc, znakomitą opowieść o zakazanej miłości w czasach, w których niektórym zdarzało się kłamać nawet przez sen.

Na początek słówko o przynależności gatunkowej, bo zdaje się, że część polskiego Internetu niesłusznie otagowała powieść Waters jako… pornografię. Gryzipiór zapewnia, że choć znajdzie się w niej kilka sugestywnych opisów zbliżeń (z zabawkami), najważniejsze dzieje się poza łóżkiem – to znaczy w głowach bohaterów. Nic w tym dziwnego, bo „Muskając aksamit” to stuprocentowa powieść inicjacyjna (w każdym znaczeniu tego słowa), ujęta w zgrabną formę fikcyjnej autobiografii. Autobiografii dość tradycyjnej w tym sensie, że narratorka jest starszą, dojrzalszą wersją bohaterki, więc na traumatyczne niekiedy wydarzenia patrzy z dystansu, z którego już wyraźnie widać, jak indywidualny układ marzeń, rozczarowań i życiowych porażek niespodziewanie stworzył szansę na uzdrawiającą przemianę. Tego rodzaju „zdystansowana” narracja zwykle powoduje, że Gryzipiórowi trudniej się zaangażować w opowieść, lecz tym razem było inaczej. Głównym podejrzanym jest hipnotyzujący głos, którym przemawia Nan. Głos mocny, osobisty i zarazem prowokujący. Głos dojrzałej kobiety, która wie, kim jest i czego chce. A dowiedziała się tego dzięki przeżytemu w młodości kryzysowi tożsamości, także seksualnej, o którym opowiada w „Muskając aksamit”.

Kryzysowi temu towarzyszy seria intrygujących transformacji, rozpoczęta przemianą nieśmiałej córki sprzedawcy ostryg w gwiazdkę londyńskiego East Endu. Ta historia poszukiwań tożsamości Nan podzielona jest na trzy części (trzy akty?) i rozgrywa się na tle przemian obyczajowych u schyłku XIX wieku – ale wcale nie tych, które znamy z podręczników historii powszechnej. Trzeba Wam wiedzieć, że Waters jest znawczynią i wielbicielką literatury wiktoriańskiej z jej satyrą na arystokrację oraz portretami miasta w pełnej panoramie społecznej. Dlatego czytamy o podrzędnych teatrach, w których pruderyjni wiktorianie oklaskują dziewczęta przebrane za chłopców; o prostytutkach obojga płci, zupełnie jawnie zbierających się na publicznych placach Londynu; o wyrafinowanej damie, która ma zamkniętą na klucz skrzynię, a w niej skórzane dildo; o socjalistkach potajemnie spotykających się w dusznych od dymu salach bilardowych. Każde z tych miejsc wygląda, pachnie, smakuje i buzuje życiem inaczej, w czym zasługa barwnego języka oraz erudycji Waters, opisującej realia epoki z pasją historyczki.

[*]
Ten złożony portret społeczeństwa intryguje, bo nieustanie podkreśla paradoksy epoki wiktoriańskiej, słynącej równocześnie z pruderii i największej liczby domów publicznych w historii Londynu (podobno na 6 milionów mieszkańców „przypadało” wówczas 200-300 tysięcy prostytutek). Świetnie też pokazuje, jak silnie uzależniony od klasy społecznej był ówczesny stosunek do seksualności. Skandaliczny na prowincji lesbianizm mógł okazać się w Londynie zarówno sekretnym kaprysem bogatych wdów, jak i fascynującym spektaklem w pierwszorzędnym teatrze, a nawet – czymś zupełnie akceptowanym wśród kobiet z niższych warstw społecznych.

A co z fabułą „Muskając aksamit”? Cóż, akurat ona wydaje się początkowo banalna, ale nie dajcie się zniechęcić – Waters ma wspaniały dar opowiadania. Nie dość, że sprawnie buduje sceny, to jeszcze zostawia w nich pomysłowe tropy, które nęcą, by spróbować odgadnąć, co będzie dalej. To przede wszystkim wymowne symbole (wyznanie miłości nad zamarzającą rzeką) oraz komentarze dojrzałej Nan, które doprawiają wspomnienia szczyptą melancholii. Po pierwszym w powieści zwrocie fabularnym (niestety dopiero około 150. strony) nie uświadczycie więcej nudy, chyba że potraktujecie historię Nan jedynie jako splot mniej lub bardziej fortunnych zdarzeń. Bo fabuła, owszem, składa się z ograniczonego zestawu chwytów dostępnego powieści inicjacyjnej, ale  kryją się w niej sensy, które chyba nawet dziś mogą wydać się kontrowersyjne.

Spójrzmy na uwielbiany od czasów rewolucji przemysłowej motyw przeprowadzki ze wsi do miasta. Goniąc za miłością do kobiety i do teatru, Nan wyrusza w archetypiczną podróż z fizycznie brudnej, za to moralnie nieskazitelnej prowincji do zepsutego Londynu, pełnego tanich zamtuzów i sekretnych pokoi, służących rozrywce znudzonych arystokratek. Twist polega na tym, że Nan – wbrew oczekiwaniom czytelnika – nie pada ofiarą tego tajemnego, zepsutego świata. Ona ten świat wybiera, ponieważ jedynie w nim może być sobą. Nie tylko z powodu miłości do kobiety, ale i transgresji płciowej, którą nasza bohaterka uskutecznia i na scenie, i w życiu (stawiając przy okazji pytanie o różnicę między nimi – a może jej brak?). Teatr, odgrywanie, kostium decydujący o przynależności płciowej to słowa-klucze powieści Waters. Przebrana za chłopca Nan może wymknąć się z opresyjnej roli kobiety, poczuć się bezpiecznie i swobodnie spacerować ulicami Londynu. Może też stworzyć alternatywny język, który pozwoli wypowiedzieć się jej pożądaniu:

Ostatecznie bowiem te dwie rzeczy – występ i nasza miłość – nie różniły się tak bardzo od siebie (…). Przebieranki zawsze kryją w sobie podwójne dno: za naszymi piosenkami, tańcem oraz rzucaniem monet i kwiatów stał tajemny język, którym porozumiewałyśmy się bez wiedzy publiczności. Była to mowa ciała, sprowadzona do ukradkowego dotyku, szturchnięcia lub spojrzenia mówiącego: za wolno, za szybko, nie tam, tylko tu, dobrze, jeszcze lepiej! [s. 116-117].

Całe „Muskając aksamit” przypomina zresztą występ na scenie rewii. Są w nim nietrwałe duety, melancholijne występy solo, przebieranki i maski prawdziwsze od twarzy. Wierna tej estetyce Nan przymierza coraz to nowe wcielenia – dziewczyny, chłopca, dziewczyny przebranej za chłopca – aż z tej garderoby istnień wybiera tożsamość lesbijki. I tę akurat tożsamość Waters portretuje z wyczuciem oraz, na ile Gryzipiór może to stwierdzić (znawcą literatury lesbijskiej nie jest), oryginalnie. Łatwo byłoby przecież napisać łzawą historię nierozumianej, zmuszonej do milczenia kobiety i zrzucić winę za jej niepowodzenia na zakłamane społeczeństwo. Tymczasem Nan nie ma nawet cienia wyrzutów sumienia z powodu swoich pragnień. Nie ukrywa się, nie tłumaczy, nie żałuje. Mimo to nie jest – chwała jej za to – heroiną bez skazy i zmazy. Potrafi być napastliwa, samolubna i interesowna, a już zupełnie naganny jest sposób, w jaki traktuje swoją rodzinę. Podobnie niejednoznaczne są zresztą wszystkie ważniejsze postaci w książce. Linia podziału na dobrych i złych nie przebiega, jak można by się obawiać, między hetero- a homoseksualistami ani nawet między wyzwolonymi a ukrywającymi się lesbijkami. Każdy, nawet dziewczyna poświęcająca miłość dla kariery, ma swoje racje i powody. I to właśnie Gryzipiór nazywa dobrym pisarstwem.

Co najlepsze, jest to pisarstwo z wizją. W wywiadach Waters zdradza genezę swoich literackich poszukiwań: podczas pisania doktoratu na temat powieści lesbijskich w epoce wiktoriańskiej odkryła, że wszystkie one są bardzo mierne, więc… postanowiła napisać swoje. Jej powieść jest więc próbą uzupełnienia katalogów bibliotecznych o brakujący element, który nie przedostał się niegdyś przez sito cenzury obyczajowej. Gryzipiór chętnie by przeczytał jedną z tych oryginalnych powieści, żeby przez porównanie dociec, czy i gdzie w „Muskając aksamit” przez historyczny kostium prześwieca współczesna wrażliwość. Bo stylizacja na literaturę wiktoriańską jest naprawdę znakomita i czytając powieść Waters łatwo dać się oszukać, że mamy do czynienia z jakimś spóźnionym Dickensem w spódnicy.

Jedno tylko rozczarowało Gryzipióra w tej ogólnie bardzo dobrej książce: zakończenie. Miało być chyba słodko-gorzko, ale ktoś nasypał widać za dużo cukru i wyszło wyłącznie słodko, a co gorsza – z natrętnym przesłaniem. Przesłanie jest wprawdzie słuszne (któż nie podpisałby się pod pochwałą autentyczności i wrażliwości społecznej?), ale podane w sposób zupełnie bezkrytyczny. W tle dodatkowo występują socjaliści i Gryzipióra naszła myśl, że tak sympatyczny obraz tego ruchu w literaturze polskiej chyba by nie przeszedł ani dziś, ani w XIX wieku.

Niemniej Sarze Waters udało się uchwycić ten moment epoki wiktoriańskiej, w którym wywrotowe idee, by tak rzec, zeszły z desek teatralnych i wyszły na ulice. Od podrzędnej rewii do rewolucji obyczajowej? Czemu nie! Ostatecznie przebieranki zawsze kryją w sobie podwójne dno.

  • Przekład: Magdalena Gawlik-Małkowska
  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Rok wydania: 2009 (1998)
  • Liczba stron: 421

Ilustracja w nagłówku pochodzi z „Peterson’s Ladies National Magazine” z 1888 roku [*].
  1. Brzmi naprawdę ładnie i dokładnie jak coś, na co mam aktualnie ochotę. Udało mi się już nawet dorwać, więc prawdopodobnie na dniach zacznę czytać. Pokuszę się chyba też o recenzję, bo akurat trafiłam na blogowe wyzwanie czytelnicze LGTB, idealnie mi się to wpasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam i bardzo chętnie przeczytam recenzję, bo cały czas się zastanawiam, czy mój zachwyt nie wynika aby z tego, że nie czytałam wcześniej podobnej powieści. Dobrze będzie skonfrontować opinie! Jakoś polski Internet nie ma o tej książce Waters zbyt dużo (ciekawego) do powiedzenia, niestety.

      Usuń
  2. Znowu znalazłaś coś, o czego istnieniu nie miałam pojęcia a miałabym ochotę przeczytać;) Bardzo lubię do Ciebie zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię to słyszeć! :) Ja też nie miałam pojęcia o twórczości Waters, dopóki nie trafiłam w czasopiśmie na wywiad z nią. Patrząc po tym, co się o niej pisze w Internecie, mam wrażenie, że nie zdobyła u nas popularności, bo od razu trafiła do getta literatury lesbijskiej. A szkoda, bo Waters pisze naprawdę dobrze i często wychodzi daleko poza tematy miłości, tożsamości seksualnej czy dyskryminacji.

      Usuń
  3. Zapowiada się ciekawa książka, lubię takie oryginalne treści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalne, a do tego pięknie i mądrze opisane - polecam! :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.