Zawsze można być wyżej powieszonym, czyli „Składany nóż” K.J. Parker(a)


Z opisu na okładce: „Powieść o morderstwie, obsesji i polityce, autorstwa jednego z czołowych głosów fantasy”. Błąd! „Składany nóż” to nie powieść fantasy. Właściwie nie sposób zaliczyć jej do żadnego gatunku. Fikcja historyczna? Thriller polityczno-ekonomiczny? „Buddenbrokowie” w czasach Cesarstwa Rzymskiego? Wszystkie te określenia zawierają odrobinę prawdy, naprawdę jednak jest to studium Wielkiego Człowieka: trochę tyrana, trochę idealisty, a trochę nieszczęśliwego nieudacznika. Studium, które czyta się z rosnącym przeczuciem katastrofy. Jak się okazuje, słusznie. Nie bez powodu mówi się przecież, że wielcy ludzie popełniają wielkie błędy.

Zacznijmy od zarzutu wobec opisu z okładki. „Składany nóż” nie jest powieścią fantasy, ponieważ nie przedstawia świata ukształtowanego przez magię. Owszem, pojawiają się w nim fikcyjne krainy i fikcyjne ludy, łatwo jednak rozpoznać w nich inaczej nazwaną Republikę Rzymską oraz mieszkańców basenu Morza Śródziemnego. To z tego kręgu kulturowego K.J. Parker [1] pożycza realia: nazwy, stroje, obyczaje, system polityczny czy problemy społeczne (na przykład nadawanie ziemi weteranom i łatwy dostęp do obywatelstwa). Oczywiście jest to zabieg wygodny dla obu stron. Czytelnik otrzymuje świat, który zna, choć sam o tym nie wie, autor zaś nie czuje się związany koniecznością dochowania wierności faktom – nie pisze przecież powieści historycznej, tylko fantastyczną. Niemniej Gryzipiór jest trochę rozczarowany, bo ma wrażenie, że w tym wypadku osadzenie akcji w fikcyjnym świecie oznaczało pójście na łatwiznę.

Na szczęście nie świat przedstawiony miał być silną stroną tej powieści, ale On – pierwszy obywatel i faktyczny władca Republiki Wesańskiej. Ma na imię Basso. Basso Wspaniały. Bassianus Arkadiusz Sewer. Wizjoner, oszust, morderca. Protagonista – Gryzipiór za nic w świecie nie nazwie go „bohaterem” – z rodzaju tych, o których czyta się z mieszaniną podziwu i przerażenia. Pełen sprzeczności, bo jak inaczej określić kogoś, kto deklaruje wyłącznie chęć zysku, a dwie strony później snuje wizję budowy imperium, w którym zapanuje pokój i sprawiedliwość? Jego niesamowita zdolność do wymknięcia się wszelkiej charakterystyce sprawia, że czytelnik nigdy nie może być pewien, z kim ma do czynienia. I jest to ten rodzaj niepewności, który trzyma w napięciu bardziej nawet niż polityczne intrygi, które wypełniają większą część powieści.

– (…) Grasz w szachy, wujku Basso? (…) Spodziewałbym się, że będziesz dobrym graczem?
Basso nie potrafił się powstrzymać.
– Jestem – odparł. – Dlatego właśnie nie gram. To moja zasada: Nie wygrywaj z ludźmi, jeśli nie musisz.
Młodzieniec pokiwał głową.
– Dobra zasada – przyznał. – Czy dotyczy też zabijania ludzi?

Właśnie: polityczne intrygi. Jeśli kiedyś przyjdzie Wam stanąć na czele republiki, zgłoście się do K.J. Parker(a) na przyśpieszony kurs zarządzania. Czego w tej powieści nie ma! Wojny, spekulacja ziemią, skrytobójstwa, afery szpiegowskie, przekręty finansowe – a wszystko opisane w tak przejrzysty sposób, z jakim Gryzipiór jeszcze się w tych tematach nie spotkał. Na pewno nie da się w tej zawiłej fabule pogubić. Można się nią co najwyżej... znudzić.

[*]
Powód? Zarządzanie republiką w wykonaniu Bassa oznacza głównie zarządzanie kryzysowe. To znaczy: pojawiają się jakieś kłopoty, bankructwo czy inny mór, a wtedy pierwszy obywatel uruchamia swój ponadprzeciętny intelekt i ratuje kraj od upadku. Prawda, że jest w tym coś nowoczesnego, w tej koncepcji polityki jako reakcji na nieustannie powracający kryzys. Problem polega na tym, że choć podobna taktyka sprawdza się pewnie w realnym świecie, w literaturze prowadzi do nieznośnej monotonii. Większość liczącego ponad 600 stron „Składanego noża” realizuje wciąż ten sam schemat fabularny. Powracające pytanie o to, co pozwoliło Bassowi wydobyć kraj z kryzysu – spryt, pieniądze czy zwykły zbieg okoliczności – też w końcu traci na atrakcyjności. W efekcie o ile pierwszą połowę „Składanego noża” przeczytał Gryzipiór jednym tchem, o tyle podczas lektury drugiej ziewał, i to nie raz.

Ziewał – musi przyznać – na złość autorowi/autorce, który/która ma naprawdę świetny warsztat. Gryzipiór wspominał już o przejrzystości, ale do listy zachwytów chciałby dorzucić zwięzłość, precyzyjną konstrukcję scen, błyskotliwe dialogi oraz przemycone tu i ówdzie trafne aforyzmy. „Składany nóż” czyta się z przyjemnością i tylko szkoda, że zabrakło w nim takiej Wizji przez duże W. Kolejne polityczne i ekonomiczne kryzysy układają się w zamknięte historie, fabuła rozpada na epizody, a czytelnik zastanawia się: dokąd to wszystko prowadzi? Czy Parker ma jakiś większy plan? Czy wprowadza te wszystkie krainy, ludy i postacie na bieżąco, wedle potrzeb narracji, czy jednak zmierza do odpowiednio mocnej puenty? (Podpowiedź: zmierza, ale musicie wytrwać do samego końca).

Towarzyszyłem armii, obserwowałem i uczyłem się, aż z czasem uświadomiłem sobie, że moralność jest iluzją, a etyka czczym ćwiczeniem intelektualnym. Liczą się jedynie strony: nasza strona i ich strona (…). W głębi, w której kryją się prawdziwe powody. Twoja rodzina, Twoi przyjaciele, Twój interes, Twój kraj – warstwy przysłowiowej cebuli, oczywiście. Po zdarciu każdej z nich, ukazują się decyzje, które podjąłeś w głębszej.

Basso, choć ma w życiu nieprawdopodobnego farta, jest nieszczęśliwy. Nie układa mu się z żoną, nie udali się synowie, w dodatku siostra czuje do niego zapiekłą nienawiść i nie spocznie, dopóki nie doprowadzi go do upadku. Nie są to wątki pierwszoplanowe, ale tworzą ważne tło, pomagające znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie: dlaczego Basso jest, jaki jest? Nie chodzi jednak o psychoanalizę ani o szukanie dowodów na społeczny determinizm. Dzieciństwu i młodości Bassa autor/autorka poświęca zaledwie kilkanaście stron. Chodzi raczej o hierarchię wartości. Złota reguła „Składanego noża” brzmi: każdy bohater musi choć raz zadać Bassowi pytanie o motywy, którymi się on kieruje. Pierwszy obywatel wymienia je wszystkie – ekonomiczne, polityczne i te całkiem egoistyczne – by w końcu stwierdzić, że jedyne sensowne uzasadnienie podejmowanych działań brzmi: „bo chcę to zrobić”. Zatem nie ideologia, nie prywata, ale siła własnej, niezależnej i nieprzewidywalnej woli, godnej niemal Nietzcheańskiego Nadczłowieka.

Tak przynajmniej chciałby wierzyć sam Basso. Jednak im bardziej wzrasta fabularna rola jego siostrzeńca, tym bardziej nasuwa się kolejne możliwe wyjaśnienie: poczucie winy. Basso traktuje Bassana jak swojego szlachetniejszego sobowtóra (podobieństwo imion) i oczywistego następcę, któremu toruje drogę do władzy. Potrzeba złego człowieka, by zbudować imperium, i dobrego, by je utrzymać – oto jego credo. Narcyzm, kompensacja, pragnienie odkupienia pchają go do przodu i sprawiają, że Basso pragnie wciąż więcej. A im więcej pragnie, tym więcej popełnia oszustw i zawiera wątpliwych sojuszy... Krótko mówiąc, tym mocniej zaciska sobie na szyi pętlę. Kolejne rozdziały, zatytułowane po prostu „jeden”, dwa”, „trzy”, przypominają odliczanie miesięcy do nieuchronnej katastrofy. I kiedy ta nadchodzi – za wcześnie i zarazem za późno – „Składany nóż” okazuje się znakomitą literaturą. Szkoda, że trzeba znieść 600 stron wątpliwości, by się o tym przekonać.

Bardzo wiele myślałem o tym, co napisałeś o stronach (…). Zdecydowanie wierzę w to, że zło przegrywa, a dobro zwycięża, jak nauczyli mnie mówić w Świątyni (…). Wierzę w to, że wydarzenia nadchodzą i dla dobrych obracają się na dobre, a dla złych na złe. Całe życie czekałem na chwilę, gdy coś skończy się dla mnie źle.

[1] Jeśli podobnie jak Gryzipiór nie macie pojęcia, kim jest K.J. Parker, nie wpadajcie w panikę. Autor/autorka „Składanego noża” publikuje pod pseudonimem i nie podaje o sobie żadnych informacji.

  • Przekład: Michał Jakuszewski
  • Wydawca: MAG
  • Rok wydania: 2013 (2010)
  • Liczba stron: 626

W nagłówku znalazł się fragment obrazu „The Course of Empire: Destruction” Thomasa Cole'a [*]. Cytat w tytule pożyczony od niezrównanego Stanisława Jerzego Leca.

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.