Sekretne życie gryzipiórów, albo Liebster Award #1


Gryzipiór został nominowany do Liebster Award, czyli czegoś w rodzaju nagrody-łańcuszka dla mniej popularnych blogów. Gryzipiór nie będzie ukrywał, że jest mu ogromnie miło. Po pierwsze z powodu nominacji; po drugie dlatego, że może się teraz bezkarnie podzielić z Wami swoimi sekretami, odpowiadając na zmyślne pytania Pyzy Wędrowniczki. Haczyk w tym, że powinien też nominować kolejnych blogerów (Gryzipiórowi tłumaczenie zasad idzie jeszcze gorzej niż ich przestrzeganie). Ale o tym za chwilę, bo oto nadchodzi czas pytań i odpowiedzi.

Czy pamiętacie taki moment przy czytaniu książki, że przepełniała Was ochota, by wysłać autorowi niemiły anonim za rozwiązanie jakiegoś wątku albo zwrot w fabule?
Gryzipiór jest wcieleniem uprzejmości i raczej nie wysyła anonimów, nawet tych niemiłych. Co nie znaczy, że nie rozmówiłby się chętnie z J. K. Rowling za zakończenie cyklu o Harrym Potterze – tak cukierkowe, że Gryzipióra przez tydzień bolały zęby; z George'em R. R. Martinem za Krwawe Gody, podczas których giną nie tylko najszlachetniejsi bohaterowie, ale i nadzieja; z C. S. Lewisem za Zuzannę i J. R. R. Tolkienem za Éowinę, a na koniec może z Jarosławem Grzędowiczem, wspaniale opisującym bitwy, które w ogóle nie powinny mieć miejsca.

Czy zdarzyło się Wam, że ktoś zdradził Wam zakończenie albo istotny moment w fabule książki, która niesamowicie Was wciągnęła? Jaka była Wasza reakcja?
Gryzipiór nie pamięta takiej sytuacji, ale raczej nie rozdarłby winnego na strzępy. Gryzipióra bowiem poza fabułą interesuje jeszcze odpowiedź na pytanie: „jak to jest zrobione?”. Kompozycja, rozwój bohatera, gra archetypami, narracja, dialog z poprzednikami – przyglądanie się tym kwestiom sprawia Gryzipiórowi wystarczająco dużo radości, żeby nie przestał czytać nawet, gdy pozna zakończenie książki (w istocie Gryzipiór miał kiedyś zwyczaj zaczynać lekturę od ostatniego zdania). Co oczywiście nie znaczy, że powinniście teraz zasypać Gryzipióra spoilerami. ;)

Czy była w Waszym czytelniczym doświadczeniu taka sytuacja, że któryś z bohaterów książki tak Was denerwował, że porzuciliście powieść bez kończenia jej?
Tylko jedna? No, to Gryzipiór przyznaje laur bohaterowi „Kronik Thomasa Covenanta” Stephena R. Donaldsona. Rzeczony Thomas Covenant to chory na trąd mieszkaniec naszego świata, który przenosi się do utopijnej Krainy szczęśliwych ludzi i przyrody, która potrafi leczyć. Tam nasz biedny Covenant przechodzi szok kulturowy, który staje się wymówką dla gwałtu na atrakcyjnej i niewinnej dziewczynie. Przez połowę powieści (tyle bowiem wytrwał) Gryzipiór nie umiał się zdecydować, kto denerwuje go bardziej: pozbawiony wyrzutów sumienia Thomas czy matka zgwałconej, która troskliwie prowadzi go przez Krainę (ponieważ Covenant jest, jakżeby inaczej, Wybrańcem mającym ocalić świat przed Złem). Zanim ktoś się oburzy: tak, Gryzipiór słyszał termin „antybohater”. Nie, nie zaakceptuje sytuacji, w której autor tak łatwo używa gwałtu jako dowodu na zagubienie bohatera płci męskiej, a o zgwałconej dziewczynie zapomina na wiele następnych stron.

Macie szansę poprosić autora (każdego, nawet nieżyjącego) o dopisanie kontynuacji jednej powieści. Kogo i o kontynuację jakiej powieści byście poprosili?
Właściwie... nikogo. Gryzipiór mocno wierzy, że dobra opowieść musi skończyć się w odpowiednim momencie. Oczywiście lubi sobie wyobrażać Bilba odkrywającego na nowo radość – i pozorność – życia w Shire; wiedźminkę Ciri uciekającą od przeszłości na zamek Camelot; Piotrusia Pana, który ze zdziwieniem spostrzega, że zabawa go nudzi, albo starzejącego się Sherlocka Holmesa opowiadającego swoje przygody pszczołom. Czy chciałby o tym czytać? Raczej nie. (Chyba że w fanfiction, które obiera zawsze tylko jedną z możliwych dróg i nie domaga się prawa do ustalenia, jak to było naprawdę.) Dziwnym trafem wszystkie te fantazje kryją w sobie wrodzoną gorycz, jakby nie dało się już kontynuować opowieści na tych samych warunkach; jakby trzeba było poddać życiowej weryfikacji całą tę fantastykę i literackość. Dlatego zdaniem Gryzipióra opowieść powinna się skończyć w ostatniej chwili, to znaczy zanim byśmy się dowiedzieli, że „żyli długo i szczęśliwie, przynajmniej dopóki książę nie zaczął pić, księżniczka się nie postarzała, a poddani nie spalili ich pałacu, protestując przeciwko niskim emeryturom”.

Czy są tacy bohaterowie w dwóch różnych powieściach, co do których uważacie, że byliby dla siebie stworzeni, gdyby tylko zamieszkiwali jedno książkowe uniwersum?
Trudne pytanie. Książkowe światy mają tę cudowną właściwość, że bohaterowie prędzej czy później trafiają na innych bohaterów, którzy zostali dla nich stworzeni (dosłownie). Może Tyrion Lannister i Sherlock Holmes? Ci dwaj nigdy by nie zdołali siebie przegadać, dzięki czemu powieści z ich udziałem ciągnęłyby się w nieskończoność, a my mielibyśmy więcej i jednego, i drugiego.

Gryzipiór bardzo chciał przedstawić własne nominacje, ale okazało się, że prawie wszyscy, których chciał nominować, zostali nominowani już wcześniej. Tym razem więc Gryzipiór przerywa łańcuszek i ma nadzieję, że nie spotka go za to trzynaście lat nieszczęść.
  1. Ciekawa byłam właśnie, jak to jest u Ciebie z tymi spojlerami, bo po prawdzie też uwielbiam rozmontowywać powieści na czynniki pierwsze -- ale równocześnie mam taką tendencję do oczekiwania zwrotów fabularnych ;). Natomiast jeśli chodzi o zakończenia, to od lat z masochistyczną przyjemnością szukam tych, co są po "długo i szczęśliwie" (i chyba dlatego mnie nieco rozczarował ostatni rozdział "Harry'ego..." -- nie wspominając już o małżeństwie Hermiony i Rona ;)). Bardzo się cieszę, że odpowiedziałaś na pytania i myślę, że ten łańcuszek można przerywać bez konsekwencji :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, w wypadku nieoczekiwanych zwrotów fabularnych lepiej się dwa razy zastanowić, zanim się komuś zaspoileruje. Ale nie odstraszają mnie informacje dotyczące tożsamości bohaterów, początku powieści (czasem też zakończenia), głównych motywów tudzież wątków pobocznych. Czasem nawet fajnie jest wiedzieć, co się wydarzy, bo to buduje napięcie związane z oczekiwaniem, no i można uważnie śledzić drogę, którą autor prowadzi bohatera do tego konkretnego, znanego nam celu.

      Właśnie! Jeśli miałabym zamówić kontynuację jakiegoś utworu, to zamówiłabym kolejną część cyklu o Harrym Potterze. Albo chociaż jeden rozdział, w którym okazuje się, że epilog ostatniego tomu to tak naprawdę koszmar, z którego wygnany ze świata czarodziejów Harry budzi się u boku Hermiony - jak być powinno. ;)

      Usuń
    2. Mówisz? To w sumie naturalnie zmierzało do takiego zakończenia, ale właściwie to nie przeszkadzałoby mi, gdyby Hermiona była z kim innym, ale ten Ron tam pasuje jak pięść do nosa. Nie jestem fanką tej akurat kanonicznej pary (Harry/Ginny w sumie też nie ;)).

      Usuń
    3. Zdaje się, że sama Rowling przyznała, że wątek Rona i Hermiony był jej błędem i że zamieściła go z powodów osobistych, a nie literackich? Ja widzę Hermionę z Harrym, choć równie dobrze mogłaby zostać singielką (mogłaby? oto jest pytanie!). Prawdę mówiąc, w "Harrym Potterze" nie przekonała mnie żadna z kanonicznych par. Jakieś to za grzeczne, za poprawne, za bardzo poukładane. Nic dziwnego, że chwilę po zakończeniu cyklu ci sami (?) czytelnicy rzucili się na "Zmierzch".

      Usuń
  2. Przypadkiem natrafiłam na ten blog i siedzę tu już kolejną godzinę. Bardzo dobrze napisany! Co do Covenanta natomiast - też poprzestałam na pierwszym tomie (choć ktoś mi mówił, że ten gwałt się za nim "ciągnie") i też nie polubiłam bohatera. Ale akurat nie zgodzę się z interpretacją jego zachowania jako szoku kulturowego. Przez większość czasu bohater kwestionuje prawdziwość świata - być może to wszystko jest jego fantazją. A skoro to fantazja, to wszystko wolno. Dawno, dawno temu próbowałam prowadzić sesje RPG ale szybko przestałam konkretnie po tym, jak drużyna facetów dotarłszy do wioski i usłyszawszy, że są jedyną nadzieją mieszkańców zażyczyła sobie, żeby im przyprowadzono najładniejsze dziewczyny do wychędożenia. Skoro są wybawcami, to mogą. I to nie jedyny taki przypadek, pamiętam też jakieś sesje, gdzie zamiast uratować NPCkę, postaci graczy ją zgwałciły. No tacy bywają mężczyźni w swoich fantazjach. Pewnie, że to nieładnie, ale co z tego. A dwa - Covenant jest pełen frustracji i nienawiści do świata, ludzi a kobiet zwłaszcza. Dziewczyna ucieleśnia tę część świata, którą utracił, więc musi ją zbrukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że Ci się tu podoba :)
      Mówią, że od fantazji do jej realizacji w prawdziwym świecie daleko, ale... niepokojące jest to, co piszesz o tych sesjach RPG. Wyobrażam sobie, że to musiała być dla Ciebie naprawdę trudna i nieprzyjemna sytuacja. Bardzo też mi się podoba Twoja interpretacja zachowania Covenanta, bo nie szuka uzasadnienia (jak moja), tylko wprost piętnuje jego zachowanie. Owszem, cała Kraina ma w tej powieści charakter kompensacyjny, ale jakoś nie pomyślałam, żeby odczytać ją genderowo, a to doskonały trop. Kraina jako skrajnie męska (patriarchalna) fantazja. Dla takiej analizy mogłabym nawet wrócić do tej nieszczęsnej lektury.

      Usuń
  3. No niestety, grając dawno temu nie raz, nie dwa się zdarzały tego rodzaju sytuacje. Kiedyś ktoś nawet zadeklarował, że jego postać odurzyła moją ziółkami i zgwałciła. Co mnie delikatnie mówiąc zirytowało, na co usłyszałam, że "po stresującym tygodniu na uczelni mam prawo się zrelaksować". Na co odparłam, że przecież ja też mam za sobą stresujący tydzień na uczelni i może też chcę się zrelaksować, ale nie dotarło.

    Swoją drogą, to jest ciekawy "obiekt badawczy" do badań "genderowych". Choćby reakcje na takie sytuacje. Innym razem zdarzyło się, że nasze postaci uczestniczyły w świętowaniu. I oto Mistrz Gry oznajmia, że moja postać budzi się rano na kacu (mimo, iż deklarowałam mu, że piję tak, by się nie upić) i wszystko wskazuje na to, że oto uprawiała seks z bandą pijanych orków. Wszyscy wkoło rechoczą. No wręcz fala odrazy mnie zalała, miałam ochotę podrzeć kartę postaci i wyjść, całkiem odniechciało mi się grać tą postacią, tylko wstyd mi było, bo będzie, że focha strzela.

    Innym razem na innej sesji analogicznie, MG mówi koledze, że jego postać się spiła i rano budzi się w łóżku z dziewczyną. Znowu wszyscy wkoło rechoczą, gratulują. Kolega wzrusza ramionami. Inni w podobnych sytuacjach się nawet cieszyli.

    Co do Covenanta, w sumie to nie wiem, czy kraina okazała się w końcu istnieć w jego głowie, czy niezależnie. Trochę za drętwym stylem to było pisane, by zachęcić do dalszej lektury.

    A, nie podpisałam się ostatnio, to teraz to czynię. Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się zatem, że - jak rozumiem - już nie grasz, a przynajmniej nie z tą ekipą. Z tego, co opowiadasz, wynika, że wasz MG paskudnie nadużywał władzy, narzucając swoje fantazje i ignorując wybory, a przede wszystkim odczucia graczy. Pewnie te rechoty jeszcze go do tego zachęcały. Nie dziwię się, że straciłaś ochotę na granie swoją postacią, skoro inni gracze tak ją zawłaszczyli i odebrali Ci możliwość decydowania o niej. Myślę, że wyjście z takiej sesji, nawet bez słowa, to jak najbardziej rozsądna decyzja, choć na pewno trudna do podjęcia. Istotnie byłyby to ciekawe badania genderowe, tylko obawiam się, że obecność badacza czy dyktafonu utemperowałaby takich graczy. Choć może się łudzę.

      Wnosząc z tego, co opowiadał mi ktoś, kto dobrnął do końca serii, kraina Covenanta istnieje naprawdę. Ale pewnie można też stworzyć przeciwną interpretację. Tylko gdyby kraina była jedynie wytworem wyobraźni, trzeba by się zastanowić, czy to jeszcze fantasy, skoro jednym z wyznaczników tego gatunku jest stworzenie samodzielnego, uregulowanego, opartego na magii świata.

      Usuń
    2. Ha, wtedy grywałam u różnych MG. Przychodziło się na cosobotnie spotkania Gildii i jak ktoś chciał prowadzić, to się grało. Tak naprawdę od powyższych sytuacji to trzej różni MG, różne systemy, różne drużyny.

      Z tą fantasy to czasem różnie bywa, definicje bywają płynne. Chyba że te utwory, gdzie "pierwiastek fantastyczny" może, ale nie musi istnieć, w zależności od interpretacji nazywać po prostu fantastyką.

      A już te, gdzie akcja okazuje toczyć się "w głowie" postaci (właśnie teraz zaczęłam czytać taką książkę, ale nie chcę zaspojlerować, bo to się nie od razu okazuje) też pewien problem stanowią - bo też trudno byłoby je nazwać "literaturą obyczajową". B.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.