Dom Czerni i Bieli, czyli „Gra o tron”, sezon 5, odcinek 2


Wtorek. Wtorek u Gryzipióra oznacza recenzję kolejnego odcinka tego mało popularnego serialu, który nazywają „Grą o tron”. Jak zwykle, recenzja składa się z dwóch części, z których pierwsza dotyczy samego serialu, a druga serialu jako adaptacji „Pieśni Lodu i Ognia” George'a R. R. Martina – książki szczególnie bliskiej Gryzipiórowemu sercu. Uwaga: serialowe spoilery płyną strumieniem wartkim i szerokim niczym wino do ust Tyriona Lannistera. Dlatego zanim przeczytacie, odwiedźcie koniecznie „Dom Czerni i Bieli” (ale pamiętajcie, by niczego w nim nie pić!).

Pierwsze wrażenie? „Dom Czerni i Bieli” to nie jest odcinek drugi. To wciąż odcinek pierwszy, tyle że jego druga połowa. Nadal sprawdzamy, co słychać u dawno niewidzianych krewnych bohaterów, czekając cierpliwie, aż z ich rozmów, kłótni i pozornie nieistotnych decyzji wykiełkują nowe wątki. Szczęśliwie grunt jest podatny, co w drugim odcinku zaowocowało jedną sceną, która jest bardzo dobra; jedną, która jest bardzo niedobra; oraz szeregiem fragmentów o jeszcze niejasnej, ale pewnie ważnej roli do odegrania w następnych odcinkach (jak ta rozmowa o szarej łuszczycy, po której Gryzipiór zaczął poważnie się obawiać o los Shireen).

Zaczniemy oczywiście od sceny bardzo niedobrej. Oto do karczmy, w której zatrzymali się Sansa i Littlefinger, zajeżdża inna dobrana para, czyli Brienne i Podrick. Uwaga na przyszłość: Jeśli szukacie kogoś w Westeros, po prostu jedźcie wzdłuż głównego traktu, a wasza zguba prędzej czy później sama się znajdzie. Co nie znaczy, że będzie chciała z wami rozmawiać. Brienne proponuje Sansie ochronę, którą nasza kandydatka na femme fatale odrzuca, ponieważ... widziała, jak Brienne klęka przed królem Joffreyem. (A ty, młoda damo, kochałaś się w nim przez cały pierwszy sezon! – sarknęło w tym momencie 8 milionów widzów.) Słysząc ten absurdalny argument, Brienne – jak widzowie – wpada w szał. Zabija ludzi i płoszy konie lorda Petyra. Dlaczego postępuje tak niegodne i niezgodnie z charakterem? Gryzipiór ma teorię: po brutalnym i niehonorowym pojedynku, który stoczyła z Ogarem w zeszłym sezonie, Brienne przechodzi coś w rodzaju kryzysu wiary. Myśli o ochronie Sansy – o odzyskaniu honoru – chwyta się jak tonący brzytwy. Gryzipiór bardzo jest ciekaw, dokąd zmierza ta „nowa” Brienne, typuje bowiem Dziewicę z Tarthu na tę postać, która ma podobno zginąć w piątym sezonie. Tylko dlaczego sceny z jej udziałem wypadają tak blado?

fot. Helen Sloan / HBO
Za to sceny z udziałem Daenerys z pewnością blado nie wypadają. Matka Smoków też przechodzi kryzys, tyle że nieporównanie groźniejszy: nie potrafi zapanować nad swoimi dziećmi ani pojąć, że uszczęśliwianie poddanych na siłę to najlepsza droga do wojny domowej. Meereen to nie Westeros; tu prawo nic nie znaczy, a racja należy do tego, kto przyprowadzi większą armię. „Wszystko, co rozumieją, to krew” – wyjaśnia meereeński wyzwoleniec. A Daenerys? Daenerys stoi na granicy dwóch światów Essos i Westeros, do żadnego jednak nie należy. Żadnego też naprawdę nie rozumie, co znakomicie pokazuje scena narady z jej udziałem. Z jednej strony – zrozumiałe pragnienie sprawiedliwości, z drugiej – niemal bolesna naiwność, z jaką Dany słucha opowieści ser Barristana o swoim ojcu, Obłąkanym Królu.

Nic dziwnego, że jej decyzja, by narzucić Meereeńczykom surowe, acz sprawiedliwe prawo rodem z Westeros, doprowadza do wybuchu zamieszek. Gryzipiórowi bardzo podobała się ta scena: po jednej stronie półnadzy wyzwoleńcy, po drugiej ich byli panowie w żółto-błękitnych szatach, w środku zaś Daenerys – gotowa na rozszarpanie. I jeszcze ten syk, którym byli niewolnicy okazują swoje niezadowolenie; syk kojarzący się z figurką węża, którą na drugim końcu świata Cersei otrzymała jako groźbę od Dornijczyków. Lecz kto się boi węży, jeśli ma smoki? Ostatnia w „Domu Czerni i Bieli” scena z Daenerys znowu przypomina sen czy może marzenie: noc, spokój i wielki czarny smok, który przysiadł na szczycie piramidy. Dobry omen? Czy raczej zapowiedź klęski?

fot. HBO
* * *

To samo pytanie zadają sobie bracia z Nocnej Straży, którzy wybrali właśnie nowego dowódcę. Może o nim słyszeliście: nazywa się Jon Snow i podobno nic nie wie. W książce jego nominacja była jednym z tych Wielkich Momentów, w których elementy układanki nagle wskakują na swoje miejsce; była też bezpośrednim rezultatem politycznych machinacji Sama. W filmie natomiast rola Sama – oraz coś, co Anglosasi nazywają agency (aktywne, podmiotowe działanie) – sprowadzono do jednej poprawnej przemowy. Uproszczeniu uległ zresztą cały wątek wyborów, przez co trudno naprawdę poczuć napięcie i niepewność co do losów Nocnej Straży. Szkoda, że Weiss i Benioff nie zdecydowali się rozłożyć tego wątku na dwa odcinki albo chociaż bardziej go wyeksponować, by wzbudzić w widzach poczucie uczestnictwa w czymś Bardzo Ważnym...

… albo chociaż w czymś Bardzo Ważnym dla Jona. Król Stannis nie zaproponował mu przecież byle czego. Przejęcie dziedzictwa Starków, przywrócenie pokoju na Północy i wreszcie zemsta – to pokusy, których Jon nie powinien chyba odrzucić tak łatwo. Tymczasem o tym, że oficjalne dołączenie do rodu Starków było jego największym marzeniem, dowiadujemy się od Sama. Jon zwyczajnie nie ma czasu zgrywać Hamleta. Odcinek się kończy, lepiej więc odrzucić propozycję Stannisa, jakby się było człowiekiem ze stali, a nie z krwi i kości. Gryzipiór naprawdę żałuje, że tak mało uwagi poświęcono walce Jona z samym sobą. Ponieważ tam, gdzie nie ma walki, nie może być zwycięstwa. Zwycięstwa, którego i widz chciałby czasem posmakować.

fot. Helen Sloan / HBO
Gryzipiór chciał jeszcze napisać o Dorne, ale właściwie nie ma o czym. Wodne Ogrody mignęły mu tylko przez chwilę i to gdzieś w tle, ukryte za plecami żądnej zemsty Ellarii Sand (która najwyraźniej przejęła rolę książkowej Arianne). Twórcy jakby się nie zorientowali, że zabrali widzów do nowego królestwa z odrębną kulturą, które wypadałoby przedstawić. Może za pomocą intrygującej panoramy Wodnych Ogrodów (sewilski pałac Alcazár wręcz błaga o uwagę kamery) albo ujęć beztrosko kąpiących się dzieci – tego archetypicznego obrazu, do którego tak często się odwołuje się książę Doran? Bo od Dorne z drugiego odcinka Gryzipiór już naprawdę woli to, które Olyver odkrył na ciele ser Lorasa.


  • Reżyseria: Michael Slovis
  • Scenariusz: David Benioff & D. B. Weiss
  • Produkcja: HBO
  • Premiera: 19 kwietnia 2015



Obsługiwane przez usługę Blogger.