Nie moja bajka, czyli „Kopciuszek” okiem feministki


Wszyscy wiemy, że nie ma opowieści moralnych lub niemoralnych, są tylko opowieści dobre lub złe. Nowy „Kopciuszek” w reżyserii Kennetha Branagha należy do tych dobrych, co Gryzipiór starał się udowodnić w recenzji z zeszłego tygodnia. Jednocześnie jako opowieść o miłości i rywalizacji o mężczyznę, siłą rzeczy odnosi się do stereotypów na temat kobiet. Dlatego Gryzipiór chce dziś podejść do „Kopciuszka” od innej strony. Niech będzie, że od strony krytyki feministycznej. Nie chodzi oczywiście o moralność czy niemoralność (to by było za łatwe). Chodzi o społeczną odpowiedzialność sztuki, która może utrwalać albo kontestować opresyjne wzorce kobiecości.

Dobre złego początki

Ostatnio Gryzipiór często odpowiadał na pytanie: „Kto właściwie napisał »Kopciuszka«”? No więc „Kopciuszka” nie napisał nikt. Razem z resztą baśni ludowych długo krążył w przekazie ustnym, aż ktoś uznał, że warto utrwalić go na papierze. Tym kimś był Giambattista Basile, włoski dworzanin, który na początku XVII wieku spisał wiele baśni z okolic Neapolu. Jego „Kopciuszek” może przyprawić o ból głowy. Po pierwsze, wcale nie nazywa się Kopciuszek, tylko Kotka (!) Cenerentola. Po drugie, jest cwana, bezwzględna i żeby poślubić króla, ucina macosze głowę wiekiem od skrzyni. Bardzo, bardzo daleko jej do cnotliwej, cierpiącej w milczeniu sieroty, którą przedstawili nam Charles Perrault (1697) oraz bracia Grimm (1812).

Skąd ta dramatyczna różnica? Jak zwykle chodzi o adresata: Basile pisał dla wyrobionych czytelników i miał zacięcie satyryka, Perrault – dla przyszłych dam dworu (stąd nacisk na modę i postać matki chrzestnej, czyli tej, która wprowadza pannę do towarzystwa), Grimmowie z kolei zbierali baśnie „dla dzieci i dla domu”. Tym niemniej tylko dwie ostatnie wersje „Kopciuszka” utrwaliły się w naszej zbiorowej wyobraźni. Obie prezentują wzorzec kobiety żywcem wyjęty ze społeczeństwa feudalnego: łagodnej, potulnej, pogodzonej z własną podrzędnością, a przede wszystkim biernie czekającej, aż wybierze ją książę. To, co wykracza poza ten wzorzec, musi zostać ukarane – w tym aktywność przyrodnich sióstr, którym u Grimmów sympatyczne skądinąd gołąbki wydziobują oczy.

W swoich adaptacjach Disney konsekwentnie wybiera wersję Perraulta: mniej drastyczną, za to dającą więcej okazji do oczarowania widza (szklane pantofelki, szczegółowe opisy mody, przemiana dyni w karocę). Gryzipiór chciałby jednak zatrzymać się na chwilę przy „Kopciuszku” braci Grimm, choćby po to, by zobaczyć, z czego Disney zrezygnował. I czy naprawdę zrezygnował.

Skrócona o piętę

Wersja Grimmów słynie z jednej sceny: oto siostry Kopciuszka okaleczają sobie stopy, by wcisnąć je w szklany pantofelek. To gest kobiet zdecydowanych poświęcić kawałek siebie, by zdobyć mężczyznę – gest, który nie dawał spokoju wielu badaczkom i pisarkom interpretującym na nowo popularne motywy kultury. Angela Carter widzi w nim symboliczne przykrawanie osobowości kobiety tak, by mieściła się w przyjętym wzorcu. Stopa ma pasować do pantofelka „jak zwłoki do trumny” – i jak niegdyś w Chinach dać świadectwo, że kobieta nadaje się na żonę.

fot. Walt Disney Pictures
To, że Kopciuszek okaleczać się nie musi, sugeruje, że został okaleczony już wcześniej, w dalekiej przeszłości. Żałobę po tej utraconej części siebie symbolizuje popiół, w którym śpi. Pytanie tylko, co to za część? Może więź z matką, od utraty której rozpoczyna się baśń? Kazimiera Szczuka uważa jednak, że chodzi o kobiecą seksualność, której Kopciuszek został pozbawiony symbolicznie lub... dosłownie. Może – jak w autobiografii somalijskiej modelki Waris Dirie – przez rytualne obrzezanie, wciąż dotykające 2 miliony kobiet rocznie w krajach muzułmańskiej Afryki .

Nie szata zdobi człowieka kobietę

Okaleczenie, czymkolwiek jest, Kopciuszek musi ukryć pod suknią, darem od innej kobiety. Dlatego w opowieściach wykorzystujących motyw Kopciuszka ubranie – przebranie? – staje się sprawą kluczową. Weźmy „Pretty Woman”, „BrzydUlę” czy „Pamiętnik księżniczki”. W każdym z tych filmów pojawia się motyw metamorfozy nieatrakcyjnej, „nieodpowiednio” ubranej lub zachowującej się kobiety w kobietę piękną, elegancką i rozumiejącą społeczne konwenanse. Oczywiście twórcy próbują nas przekonać, że kosztowny kostium jedynie wydobył na wierzch wewnętrzne piękno i wartość bohaterki. Tyle że za każdym razem cudowna przemiana staje się koniecznym warunkiem szczęśliwego zakończenia (czytaj: małżeństwa). Najwyraźniej bez sygnału w postaci pięknej sukni książę nie potrafi właściwie ocenić wartości swojego Kopciuszka. Ba! nie potrafi nawet rozpoznać ukochanej, dopóki nie włoży na jej stopę pantofelka.

fot. Walt Disney Pictures
Jak radzi sobie z tym problemem „Kopciuszek” AD 2015? Niekonsekwentnie. Inaczej niż w adaptacji z 1950 roku, w filmie Branagha bohaterowie przypadkiem spotykają się w lesie i poznają się jako ludzie nie tylko urodziwi, ale i wrażliwi. Mogłoby się wydawać, że po takim wstępie Kopciuszek już nie potrzebuje przebrania, by być kochaną. Tym niemniej Ella wciąż nie może pójść na bal bez odpowiedniego kostiumu, mimo że chce jedynie zobaczyć niedawno poznanego „czeladnika”. Na szczęście na miejscu jest dobra wróżka, która wyczaruje chrześnicy najpiękniejszą suknię w całym królestwie. W bonusie ze złotą karocą, oczywiście.

Śladem karocy zajeżdżamy więc do pałacu i widzimy triumfującego Kopciuszka w tańcu z Księciem. Zwróćcie uwagę na sposób, w jaki sfilmowano tę scenę. Niewiele tu zbliżeń na twarze, nie padają żadne słowa. Na parkiecie króluje niepodzielnie oszałamiająca suknia Kopciuszka, która unosi się, marszczy, zasłania, odsłania, wabi. Suknia, czyli przedmiot – fetyszyzowany, ale wciąż tylko przedmiot – tak jak przedmiotem oglądu i oceny staje się przebrany w nią Kopciuszek. Podziw mężczyzn i zazdrość kobiet komplementują ją w równym stopniu. Cieszmy się! Oto triumf kobiety, której udało się ukryć prawdę o sobie.

Przynajmniej do czasu, bo oto zbliża się ta straszna północ. Kopciuszek, który zdobył serce Księcia na długo przed balem, mógłby właściwie zostać z nim do rana [1] . Mimo to ucieka, zapewne w obawie, że czar pryśnie i odsłoni prawdę, to jest sukienkę służącej (nawet nie łachmany, jak w pierwowzorze) i potargane włosy, które Książę zresztą już widział i które najwyraźniej pokochał. Przymus maskarady, ukrywania własnej rzekomej niepełnowartościowości, okazuje się silniejszy od autentycznych uczuć. Wstydź się, Kopciuszku.

fot. Walt Disney Pictures

Gra o tron?

Oddajmy Księciu sprawiedliwość: przynajmniej przez chwilę waha się, czy aby kobieta nie ma prawa po prostu odejść, nie podając powodów. Baśń rządzi się jednak własnymi prawami i już za chwilę Książę pędzi w pogoni za uciekającym Kopciuszkiem. Ten fragment opowieści zawsze Gryzipióra trochę przerażał: bezwzględny pościg za uciekającą w panice kobietą, niemal nagonka, w filmie Branagha przywołująca skojarzenia z wcześniejszą sceną polowania na jelenia. Uff, na szczęście Kopciuszek zdołał uciec. Teraz spisuje w pamiętniku wrażenia z balu, żeby nigdy ich nie zapomnieć. To ciekawe: Ella nie sądzi, że jeszcze kiedyś zobaczy Księcia. Ella nie potrzebuje Księcia. To Książę potrzebuje jej. Jeśli nie znajdzie żony, nie zadowoli ojca i nie stanie się jego godnym następcą. Oto dlaczego Kopciuszek wciąż zmywa gary i ceruje bieliznę sióstr, wspominając najpiękniejsze chwile życia, a Książę rozbija się po kraju w poszukiwaniu dziewczyny, która przyjmie od niego pierścionek szklany pantofelek.

A jednak w filmie Branagha Książę to w sumie poczciwy gość. Dzielny, dobry i dowcipny, bardzo różni się od swojego milczącego, pozbawionego charakteru pierwowzoru. Tak u Perraulta, jak u Grimmów, książę właściwie nie istnieje bez zabiegających o niego kobiet, dla których jest żywą przepustką do władzy i pieniędzy. W tekście baśni występuje zawsze jako „królewicz” lub „syn królewski” – mężczyzna od początku do końca określony przez rolę, jaką pełni w systemie politycznym i ekonomicznym.

fot. Walt Disney Pictures
Jest jeszcze ktoś, kogo określa się w podobny sposób. To ojciec Kopciuszka, u Grimmów: „bogaty pan”. Ojciec, który jest w tej baśni podejrzanie nieobecny (może to on jest narratorem?). Wiemy na pewno, że żyje – przecież to on wtrąca własną córkę do piekła, żeniąc się ze złą macochą! Dlaczego pozwala znęcać się nad Kopciuszkiem? Zakochany w sierotach Disney sprytnie uciekł od tego pytania, zabijając ojca, kiedy ten był daleko od domu. W ten sposób rywalizacja o miłość ojca, rozgrywająca się między zmarłą a obecną żoną, przeniosła się na rywalizację o księcia. Tylko pozornie konkurują ze sobą Kopciuszek i jego przyrodnie siostry. W rzeczywistości cały dramat reżyserują matki, które posługują się córkami jako narzędziami – a nawet „zastępczyniami w akcie zaślubin”, jak zauważa Angela Carter.

Spójrzmy, jak wygląda sytuacja na ringu. W jednym narożniku mamy Macochę, która sama nigdy nie ośmieli się przymierzyć pantofelka (właściwie dlaczego?). W drugim – zmarłą matkę Kopciuszka. Jak zmarła może z kimkolwiek konkurować? Symbolicznie, oczywiście. Choć milczy, matka nadal sprawuje nad Kopciuszkiem duchową władzę. Ile razy w filmie Ella powtarza jej ostatnie słowa: „Bądź dobra i odważna”? Za każdym razem brzmi to jak modlitwa do zmarłej, modlitwa o siłę i przewodnictwo. Mało tego! Fizyczne i psychiczne podobieństwo czynią Ellę widocznym przedłużeniem jej matki. Oto konflikt dwóch rodzin kobiet, rodzin złożonych wyłącznie z matek i córek. Mężczyźni nie biorą w nim udziału; są ponad nim. Na wynik oczekują w pałacu, do którego prowadzą bardzo, bardzo długie schody. Niewidzialni, ale trzymający wszystko pod kontrolą. Jak bogowie.

fot. Walt Disney Pictures
Oczywiście w popularnej interpretacji „Kopciuszek” jest przede wszystkim baśnią o miłości. Tak też traktuje ją Kenneth Branagh, który wyraźnie kładzie nacisk na uczucie między Ellą a Księciem. Czy to znaczy, że w jego filmie nie ma rywalizacji kobiet? Przypomnijcie sobie scenę, w której siostry zastanawiają się nad tożsamością księżniczki z balu, a Kopciuszek uśmiecha się, wielce z siebie zadowolony. Przypomnijcie sobie, jak siostry próbują Ellę przeprosić, na co wybrana (wywyższona) przed chwilą przez Księcia dziewczyna reaguje wzgardliwym milczeniem. Toż nawet u Perraulta Kopciuszek siostry uściskał i przebaczył im złe traktowanie, a na koniec poprosił, by zawsze go kochały (!). „Opowieść nie jest kompletna bez rytualnego upokorzenia drugiej kobiety”, pisze Angela Carter. Niezależnie od tego, w którym wieku żyjemy – XVII czy XXI – w patriarchalnym świecie „Kopciuszka” triumf kobiety oznacza poniżenie innych kobiet. Tych, które nie były dość ładne, mądre, pracowite, pokorne. A może tylko nie miały odpowiednio troskliwej matki chrzestnej.

Bibliografia

  • „Siostry i ich Kopciuszek”, red. Ewa Graczyk i Monika Graban-Pomirska, Gdynia 2002.
  • Angela Carter, „Czarna Wenus”, Warszawa 2000.
  • Jacob Grimm i Wilhelm Grimm, „Kopciuszek” [dostępny tutaj].
  • Charles Perrault, „Kopciuszek, czyli pantofelek z popieliczki” [dostępny tutaj].
  • Kazimiera Szczuka, „Kopciuszek, Frankenstein i inne. Feminizm wobec mitu”, Kraków 2001.

[1] Tym bardziej, że scena w ciemnym ogrodzie pełna jest erotycznej symboliki, podpowiadającej starszym widzom, co naprawdę się wydarzyło.
  1. Wybierają się na "Kopciuszka" moje domowniczki. Ciekawe jak ocenią.
    Swoją drogą zaskoczony jestem osobą reżysera. I to zaskoczony... pozytywnie. Widząc jeszcze zdjęcia, nabieram pewności, że znalazł swoją _właściwą_ niszę ekologiczną. Gdy widziałem Rosenkranza i Guildersterna wjeżdżających parowozem do Elsynoru, stwierdziłem, że Stratfordczyk winien być mu zabroniony.

    Z innej bajki. Przywołanie Angeli Carter... ciężkie drzwi otwarłaś :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to oznacza, że będzie reżyserował więcej remake'ów Disneya, jestem za. :)

      Ciężkie drzwi... Tak ciężkie, jak drzwi z baśni o Sinobrodym? Angela Carter jest chyba najciekawszą reinterpretatorką baśni, jaką znam. Prawdę mówiąc, chętnie obejrzałabym film nakręcony na podstawie JEJ wersji "Kopciuszka". Rating wiekowy poszybowałby w górę, za to działoby się, że hej.

      Usuń
  2. Nie lubię Kopciuszka, chyba nie spotkałam wersji która by mi się spodobała. Film obejrzałam, ale nie ujął mnie. Tak się niby dziewczątko o domek troszczyło a potem bez żalu zamieniło go na pałac... Najbardziej znośna wersja to chyba ta ze zbioru "Bajarka opowiada", był tam chyba "Kopciuszek barani kożuszek", chociaż mogę się mylić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że brak sympatii do Kopciuszka to zdrowy objaw. :) Niemniej w którejś książce o literaturze dziecięcej czytałam o badaniach, w których ogromna większość uczniów (70%? 90%? nie pamiętam) zdeklarowała, że najbardziej utożsamia się właśnie z Kopciuszkiem. Co dowodzi, że nadal jest to aktualny archetyp, choć ja jakoś nie mogę znaleźć w nim nic pozytywnego. Natomiast co do filmu, no to wiesz: w domku czekały wredne siostry i okrutna macocha, więc nic dziwnego, że Ella ewakuowała się do pałacu, w którym czekał Robb Stark. :) Książę znaczy.

      Usuń
  3. Jeszcze się podzielę refleksją na temat "Kopciuszka", mianowicie przyszło mi do głowy bardziej pozytywne odczytanie baśni, bez postrzegania tego w kategoriach feministycznych.

    Przy okazji - doszłam też do wniosku, że tak naprawdę te wszystkie "macochy" symbolizują ciemne strony matek, które czasem (niekoniecznie świadomie) postrzegają córki jako konkurencję, albo pragną je "wychować na dobre kobiety" poprzez nieustanne naciski (nieraz zdarza się przecież że matki rozpieszczają swoich synusiów, a od córek wymagają).Gdzieś jednak tkwi przekonanie, że matka nie powinna się tak zachowywać, więc - to nie prawdziwa matka, a wyrodna matka, macocha. I stąd też bierność ojców, którzy nie rozumieją "dynamiki" relacji matka-córka, więc nie wiedzą, jak się zachować.

    A zatem - Kopciuszek wychowując się z matką i siostrami jest przez nie ciągle wpędzana w kompleksy i traktowana jak "przynieś, wynieś, pozamiataj". Ale kiedy w końcu się zakochuje, to miłość pozwala jej odrzucić ten kokon przekonań o tym, jak to nie jest dość dobra. A pantofelek pasuje nie dlatego, że już wcześniej coś utraciła, tylko dlatego, że mężczyzna ją akceptuje, taką, jaką jest. Beata

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.