Debiutancka powieść MarcyKate Connolly to coś, co mogliby stworzyć bracia Grimm w zemście za to, że ominęły ich słynne deszczowe wakacje nad Jeziorem Genewskim, gdzie w 1816 r. narodził się „Frankenstein”. Podobnie jak w książce Mary Shelley, mamy tu monstrum, które staje się człowiekiem, oraz człowieka, który okazuje się potworem. To jednak nie wszystko. W kolejnych 77 rozdziałach („dniach”) autorka robi coś niezwykłego: splata ze sobą klasyczne opowieści o potworach i księżniczkach, tak że powstaje chwytająca za gardło, na wskroś współczesna baśń o odmienności i trudnej relacji z własnym ciałem.

Autorzy fantasy i science-fiction szukali innych światów już wszędzie. Odwiedzali obce planety, byli pod wodą i lądem, przenosili się w zamierzchłe czasy magii, smoków i bohaterów. Okazuje się jednak, że równie dobrze można było zostać w naszym świecie i zadać proste pytanie: „Co by było, gdyby…?”. Co by było, gdyby Oliver Cromwell dożył sędziwego wieku, a Stuartowie nie wrócili na tron? Co by było, gdyby w Ameryce nigdy nie doszło do wojny o niepodległość od Wielkiej Brytanii, a Stany Zjednoczone narodziły się w duchu tolerancji i braterstwa? Takie właśnie gdybanie dało początek „Siódmemu synowi” – całkiem niezłej powieści o dziecięcym proroku, która jest jednocześnie alternatywną historią kolonizacji Ameryki Północnej.

„Dziecko Odyna”, debiutancka powieść Siri Pettersen, zebrała za granicą sporo nagród i przychylnych recenzji, więc oczywiście Gryzipiór zaraz musiał sprawdzić, co jest z nią nie tak. I doszedł do wniosku, że choć jej potencjał jest spory, a staronordycki kostium atrakcyjny, jest to historia pełna schematów, w przedziwny, quasi-feministyczny sposób opowiadająca o trudnej drodze piętnastolatki do miłości i samoakceptacji. Książka, którą Gryzipiór poleciłby każdemu z wyjątkiem fanów fantasy.

Już nie ma odwrotu. Jesień dobiegła końca, a po Siedmiu Królestwach rozesłano białe kruki. Powiały wichry zimy – i czyż nie są one okrutne? Nagle królowe wybierają wojnę zamiast miłości, Północ zagarnia nieumarły, dzieci o sercach z lodu uczą się mordować, a zemsta jak zwykle najlepiej smakuje na zimno. Wszystko to – i jeszcze więcej – w prawdopodobnie najlepszym finale sezonu, jaki kiedykolwiek widzieliśmy w serialowej „Grze o tron”.