O jednej takiej, co zaorała wypożyczalnię z blockbusterami, czyli „Kapitan Marvel”


Jak bomba z innego świata spada Carol Danvers do wypożyczalni Blockbuster Video. Rozpirza sufit (chociaż nie szklany), obala regały z filmowymi hitami i dekapituje tekturowego Arnolda. Cudowna scena ‒ naraz żartobliwy metakomentarz, pstryczek wymierzony branży filmowej i babska deklaracja niepodległości w kinie akcji. Tylko czy aby nie na wyrost? Nie da się odmówić „Kapitan Marvel” sprawnej realizacji; to film przyjemny w odbiorze, kolorowy, przepysznie zagrany i jako pierwszy w MCU wrażliwy na kobiecą perspektywę. Ach, ale chciałoby się więcej. Chciałoby się drugiej „Czarnej Pantery”, nie kolejnego „Doktora Strange’a”.

Mystery Blogger Award

Hejże, hola, dziś w programie coś prawie tak staroświeckiego jak Gryzipiórowy blog, mianowicie – łańcuszek. W przerwie od pisania tekstu o pewnej trylogii fantasy pewnego pana, co każe się zwać Panem Grimdarkiem (serio), opowie Gryzipiór o tym, dla kogo by upiekł pasztet z gołębi, dlaczego dobrze wrócić do Fantazjany i które ze swoich blognotek lubi najbardziej. Wszystko za sprawą Moreni z Kroniki Książkoholika, która nominowała go do Mystery Blogger Award (wymyślonej ponoć przez Okoto Enigmę). Dzięki, Moreni!

Brzydka historia o przywileju urody, czyli „Rapsodia” Elizabeth Haydon


Jeśli pamiętacie kasety VHS, zagładę dinozaurów i czasy, w których Andrzej Sapkowski pisał dobre książki, może kojarzycie sygnowaną jego nazwiskiem serię wydawniczą od MAG-a. W tej serii, mającej przywracać pamięć o autorach zasłużonych dla fantasy, a lekceważonych przez innych wydawców, ukazały się powieści kapitalne, dobre, znośne oraz debiutancka trylogia „Rapsodia” amerykańskiej pisarki Elizabeth Haydon. Dowód na to, że postmodernizm postmodernizmem, ale nie wszystkie gatunki literackie da się pożenić z równym wdziękiem. Fantasy i harlekin, tak dla przykładu, powinny czym prędzej złożyć pozew rozwodowy.