Featured

8/zblog/custom

Brud nasz powszedni, czyli „Ma być czysto” Anny Cieplak

28 gru 2017

Ma być czysto. W domu, w łóżku, w papierach rozwodowych, w kartotece policyjnej i między zębami – wszędzie, gdzie może człowiekowi zajrzeć wielkie państwo polskie, żeby przystawić pieczątkę i zrujnować życie. Brudasów zdyscyplinują kurator, policjant, sędzia, MOPS, pedagog szkolny, w ostateczności ośrodek wychowawczy. Ci, którzy próbują wymknąć się tym niestrudzonym strażnikom czystości, są bohaterami powieści Anny Cieplak – animatorki kultury, aktywistki miejskiej i laureatki m.in. Nagrody Conrada za najlepszy debiut literacki 2016 roku. Powieści o trzech młodych kobietach z Ząbkowic (dzielnicy Dąbrowy Górniczej), którym przyszło dorastać w brudzie naszym powszednim.

Pozwólmy odejść przeszłości, czyli „Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi”

23 gru 2017

Chcieliśmy innych „Gwiezdnych wojen”, to mamy. Sami przyznajcie – jakże ożywczy jest ten bałagan, jakże odważnie reżyser porzucił wątki z poprzedniej części, jak śmiało obdarza nas humorem, który razi mocniej niż Gwiazda Śmierci! No, pełen zachwytów wyszedł z kina Gryzipiór, aż się za nim ludzie oglądali. Spodziewał się, że ton całej nowej trylogii nada „Przebudzenie mocy”, tymczasem „Ostatni Jedi” zerwał z radosnym hołdowaniem fanowskiej nostalgii, zastąpił barwne światy zimną kosmiczną pustką i rozegrał w niej dramat, który byłby może interesujący, gdyby nie został tak bezładnie opowiedziany. To film zbyt różny od typowej opowieści ze świata „Gwiezdnych wojen”, żeby przejść obok niego obojętnie, ale i zbyt zachowawczy, by uznać go za eksperyment czy zgoła dekonstrukcję całej sagi.

Od powagi uchowaj nas, Thorze, czyli „Thor: Ragnarok”

28 paź 2017

Moi drodzy, Taika Waititi właśnie zasłużył na miejsce w Walhalli. Nie wiem, jak u Was, ale u Gryzipióra na sali kinowej nie ustawały śmichy-chichy, neonowe kolory nadawały jak Troskliwe Misie na haju, Loki psocił, Hulk trzaskał, Cate Blanchett w roli bogini śmierci bawiła się prześwietnie, a ścieżce dźwiękowej królowali Wszechdziadkowie Zeppelini. Słowem, dostaliśmy dokładnie to, na co liczyliśmy: fantastycznie zrealizowany, zabawny i w dużej mierze autoironiczny film superbohaterski. Sąsiedzi z sali kinowej potwierdzą, że przez cały seans fanowskie serce Gryzipióra kwiliło z radości. A potem, już w drodze powrotnej, chmury czarne się zebrały, mrok nastał – i w Gryzipiórze obudził się krytyk. No i krytyk przemówił, choć nikt go, kurka wodna, nie prosił.
Obsługiwane przez usługę Blogger.